Posted on

Czy Królowa Śniegu jest baśnią chrześcijańską? Co ma Faust do Kaja?

Pamiętam z dzieciństwa zbiór baśni Andersena z małą dziewczyną umoszczoną wygodnie na porożu renifera na okładce. Zawsze zachwycały mnie ilustracje, ryciny z tej książki. Taka z wielkim realistycznym pająkiem i głową diabła śni mi się jeszcze czasem dziś. Ostatnio podczas domowych porządków wpadło mi w ręce właśnie to wydanie Andersena. Przeczytałam kilka szlagierów literatury z tego zbioru i okazało się, że są to zupełnie inne opowieści niż to, co pozostało mi w pamięci. Szczególnie zaskoczyła mnie Królowa śniegu. Napisana w 1844 roku doczekała się wielu tłumaczeń i interpretacji. Najczęściej jest już mocno rozmydlona, ocenzurowana, ugładzona. Okazało się, że to bardzo chrześcijańska opowieść, a dlaczego? Podam kilka przykładów.

Baśń rozpoczyna rozdział o czarnym lustrze Diabła (trolla czy czarodzieja). Miało ono taką właściwość, że zniekształcało rzeczywistość. Ten, kto się w nim przejrzał widział tylko brzydotę, to co złe. Diabeł wpadł na pomysł, że przedrzeźnianie ludzi to za mało i ze swoimi uczniami postanowił wznieść lustro do nieba, żeby przedrzeźniać anioły, a może i samego Boga. Tak ich ten żart rozbawił, że trzęśli się ze śmiechu i wypuścili zwierciadło z rąk. Potrzaskało się na małe kawałeczki, pył wielkości ziarenek piasku i rozsypało się po świecie jak płatki śniegu.

Ilustracja Vilhelma Pedersena

Jeżeli taki proszek wpadł komu do oka, to człowiek ten wszystko już widział zmienione i nie mógł dostrzec koło siebie nic dobrego, nic pięknego! Za to najgorsze rzeczy widział jasno i wyraźnie, więc wszystko złem było dla niego. Gorzej jeszcze, jeżeli okruszyna lustra wpadła komu do serca. Nieszczęśliwy tracił uczucie: serce jego stawało się kawałkiem lodu, nikogo kochać nie mógł, wszyscy byli dla niego obcy, obojętni.

W następnym rozdziale poznajemy głównych bohaterów Gerdę i Kaja, dzieciaki z sąsiedztwa, które kochały się jak rodzeństwo. Bawiły się razem, śpiewały wspólnie piosenkę o narodzinach dzieciątka Jezus, która jest hymnem religijnym Hansa Adolfa Brorsona z 1732.

W trakcie wspólnej zabawy Kajowi wpadły do oka i serca opiłki zaczarowanego lustra. Od tej pory wszystko widział zupełnie inaczej, stał się sceptyczny, a nawet cyniczny. Zniszczył ich wspólne kwiaty, śmiał się z Gerdy. Stał się analityczny i skupiony na świecie logiki, ignorując emocje i uczucia.

Razu jednego w zimie, gdy śnieg padał, przyniósł Kaj na podwórze szkło powiększające i przez nie patrzył na gwiazdki śniegowe, które pokrywały mu ubranie.

— Spojrzyj, Gerdo — rzekł — jakie ogromne! Niby kwiaty, niby gwiazdy, a jakie sztuczne! To ciekawsze przecież od kwiatów prawdziwych! Tak równo, doskonale ułożone.

Kaj ze swoim zmrożonym sercem i analitycznym podejściem ma zadatki, żeby wpisać się w całą tradycję Fausta, naukowca, który sprzedał duszę diabłu, by odkryć tajemnicę świata.

Dr Faustus Jean-Paul Laurens

Kaj poszedł pojeździć na sankach w mieście, tam zobaczył wielkie sanie z Królową Śniegu. Przywiązał swoje saneczki do wielkich sań Królowej Śniegu. Początkowo szybka jazda bardzo mu się podobała, ale kiedy tylko chciał odwiązać saneczki, żeby nie oddalić się zbytnio od miasta okazało się, że są przymarznięte do wielkich sań. Próbował się modlić, ale na myśl przychodziła mu jedynie tabliczka mnożenia.

Kaj chciał się przeżegnać, zmówić pacierz, lecz w żaden sposób przypomnieć sobie nie mógł słów „Ojcze nasz” i przychodziła mu na myśl tylko tabliczka mnożenia.

Królowa śniegu posadziła Kaja na kolanach i pocałowała go w czoło, tak, że chłopiec nie czuł już strachu. Emocje zastąpiła rozmowa, o tym, czego nauczył się Kaj z dziedziny geografii, matematyki:

Teraz nie bał się wcale pięknej pani, nie wydawała mu się straszna. Opowiadał jej, co umie, o jakich się uczył krajach i miastach, jak wybornie liczy na pamięć — a ona uśmiechała się do niego.

Ilustracja Eleny Ringo

Gerda wyruszyła w długą, pełną niebezpieczeństw, przygód podróż, żeby uratować ukochanego Kaja. Poznała wiele stworzeń, które wzruszone opowieścią dziewczynki pomogły jej dotrzeć do celu, do zamku Królowej Śniegu.

Ilustracja Vilhelma Pedersena

W zamku było cicho i biało, a zamrożony Kaj bawił się równymi, białymi klockami, słowami, układał z nich różne rzeczy, które wydawały mu się bardzo piękne. Nie potrafił ułożyć tylko słowa kocham, a Królowa obiecała, że jak ułoży to słowo zyska władzę, wolność i nowe łyżwy. Kiedy Gerda wpadła do zamku spostrzegła Kaja, przytuliła, ale on był niewzruszony. Wtedy dziewczynka zalała się gorącymi łzami i zaczęła śpiewać hymn religijny o narodzinach dzieciątka Jezus, który był ich wspólną piosenką. Łzy Gerdy stopiły kawałek złego lustra w sercu Kaja, a potem sam zaczął płakać i opiłek w oku się roztopił. Wzruszone dzieci cieszyły się, a klocki Kaja ułożyły się w słowo, którego nie mógł wcześniej ułożyć: Kocham (w innych tłumaczeniach: wieczność).

Historia Kaja, który w swoich rozumowych poszukiwaniach zapomina o argumentach serca jest śpiewką starą jak świat. Od Fausta, alchemika, który zaprzedał duszę diabłu na potrzeby naukowych poszukiwań, przez utrwaloną w popkulturze postać szalonego naukowa, który chce przejąć władzę na światem i go zniszczyć. Chrześcijaństwo, jako głos serca, aby zwrócić się ku słabszym i ich pokochać, jest daleki od rozsądku, logiki, prostej analizy, ale ta tajemnica nie przestaje fascynować już od tylu lat.