Opublikowano:

Trójkąt miłosny słynnego niebieskiego prochowca Cohena

W skeczu telewizyjnym Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny „Maszyna czasu – fatalne przejęzyczenie”, Krzysztof Kowalewski opowiada koledze jak siedząc rano przy śniadaniu chciał powiedzieć do żony: „Podaj mi sól”, ale że był bardzo zamyślony, to wyszło mu: „Ty stara ku**o zmarnowałaś 20 lat mojego życia”. Często w opowieściach, wierszach, filmach pojawiają się zwykłe przedmioty codziennego użytku jako pretekst do mówienia o zupełnie innych sprawach, emocjach.

MIŁOSNY TRÓJKĄT

W piosence Leonarda Cohena Famous Blue Raincoat tytułowy płaszcz jest pretekstem do opowieści o miłosnym trójkącie. Utwór ma formę listu do tego trzeciego, najprawdopodobniej mężczyzny, który w przeszłości miał romans z żoną nadawcy – Jane. Z jednej strony charakter piosenki – listu jest bardzo osobisty, z drugiej strony Cohen pytany w wywiadach o faktograficzną część piosenki ucina plotkarskie spekulacje, jak chociażby w rozmowie dla radia BBC z 1994 roku:

Mam taki problem z tą piosenką, że zapomniałem czym był ten rzeczywisty trójkąt. Czy był moim własnym, oczywiście, zawsze czułem, że był tam jakiś niewidoczny mężczyzna uwodzący kobietę, z którą byłem. Teraz nie pamiętam, czy był rzeczywisty czy wyimaginowany. Zawsze miałem wrażenie, że zarówno ja byłem tą postacią w stosunku do innej pary, albo że była taka postać w relacji do mojego małżeństwa. Nie pamiętam do końca, ale przeczuwam, że zawsze była ta trzecia strona. Czasem ja, czasem inny mężczyzna, czasem inna kobieta. 

SŁYNNY NIEBIESKI PROCHOWIEC

Natknęłam się też na interpretację, że to Leonard Cohen rozmawia z samym sobą z przeszłości.  Takim odniesieniem jest tytułowy niebieski prochowiec:

Your famous blue raincoat was torn at the shoulder/Podniszczyłeś swój słynny niebieski prochowiec.*

W zapiskach do albumu The best of Leonard Cohen znajdujemy informację, że niebieski słynny płaszcz należał do Cohena.

Miałem porządny płaszcz Burberry w 1959 w Londynie. Elisabeth uważała, że wyglądam w nim jak pająk. Pewnie dlatego nie pojechała ze mną do Grecji. Wisiał jeszcze bardziej heroicznie, kiedy wyciągnąłem z niego podszewkę, a chwałę odzyskał kiedy naprawiłem postrzępione rękawy kawałkiem skóry. Wszystko było jasne. Wiedziałem jak się wtedy ubierać. Został skradziony z poddasza Marianne w Nowym Yorku na początku lat ’70.

Płaszcz Burberry. Z jednej strony taka adnotacja odnośnie światowego hitu mogłaby ucieszyć PR marki, z drugiej strony wypowiedź jest dość ironiczna, płaszcz na bardzie wisi, ma zniszczone rękawy, a na koniec zostaje skradziony.

BURBERRY

Na portalu Highsnobiety możemy znaleźć artykuł o ostatnich latach Burberry. Burberry jest wyznacznikiem brytyjskiego luksusu. Marka założona przez Tomasza Burberry w 1856 roku, na początku lat 2000 przechodziła kryzys. Produkowano masowo czapki z daszkiem z charakterystyczną kratą (nova check). Czapki miały dość przystępną cenę £50 jak na cennik tej ekskluzywnej marki, co pozwoliło wielu osobom wejść w jej posiadanie i dołączyć do kreowania wizerunku Burberry. Czapeczki przypadły do gustu angielskim dresiarzom z biedniejszej klasy robotniczej, co naraziło wizerunek marki na szkodę w czasie hermetycznego luksusu i obniżyło notowania na giełdzie.

20 lat później w 2018 po rewolucji w świecie mody, wymieszaniu marek streetwearowych z luksusowymi, sytuacja się wywróciła do góry nogami. Burberry zaprosiło do kooperacji Goshę Rubchinskiy, aby stworzył kolekcję na wiosnę 2018. Gosha inspirujący się modą postsowieckich dresiarzy zrobił coś niewyobrażalnego wcześniej. W kolekcji pokawił się dresowe bluzy z kapturem, puchowe, kolorowe kamizelki, czy futro w kolorze tęczy z podszewką z kratą charakterystyczną dla Burberry. Łyżką dziegciu, który zniechęcił dresiarzy do lgnięcia w stronę marki było przełamanie sławnej kraty tęczą ruchu na rzecz gejów i lesbijek LGBT.

 

Miłosny trójkąt z piosenki Cohena w stosunku do całej komunikacji Burberry, fotografii, na których widzimy sławne lesbijki i gejów np Carę Delevingne, to w tym przypadku brzmi jak bardzo grzeczne, łapanie towarzyszki za biodro podczas dansingu w Ciechocinku.

Słynny niebieski prochowiec jako symbol marki zawłaszczonej przez dresiarzy w latach dwutysięcznych wraca w nowej odsłonie, czerpiący z klas robotniczych, romansujący z LGBT, a z tyłu głowy i na metce z ceną, ciągle elitarny.

*Tłumaczenie piosenki Macieja Zembatego

________________________________

Chcesz więcej artykułów o modzie i literaturze? Zapisz się do newslettera 🙂

Opublikowano:

Płaszcz Pascala

Co geniusz matematyczny, fizyczny i literacki z XVII wieku ukrywał w podszewce swojego płaszcza aż do śmierci?
*
Błażej Pascal był typowym złotym dzieckiem. Jako nastolatek opracował teorię odnośnie stożków, która zadziwiła uczonych nie dowierzających, że dziecko stworzyło tak zaawansowane wyliczenia. Pascal sprawił, że możemy teraz korzystać z mostów zwodzonych. Tzw. prawo Pascala pozwoliło na wynalezienie: prasy hydraulicznej, strzykawki, młota pneumatycznego i. in. Teoria prawdopodobieństwa, której był prekursorem, wykorzystywana początkowo w grach hazardowych, pomogła w rozwoju ekonomii i socjologii. Stworzył pierwszy mechaniczny kalkulator, podwaliny pod rachunek różniczkowy i całkowy. W ramach uznania dokonań naukowych, nazwę Pascal nadano jednostce ciśnienia układu SI [Pa].
*
W połowie XVII wieku, po wojnach religijnych, Francja podzielona była mentalnie na dwa obozy. Z jednej strony rozluźnienie moralne i rozwój kazuistyki, nauki o stosowaniu zasad moralnych do praktycznych sytuacji życiowych (np. kobieta nisko urodzona oddająca się rozpuście była prostytutką skazana na wieczne potępienie, natomiast szlachcianka robiąca to samo nie miała grzechu ciężkiego), z drugiej – życie w skrajnej ascezie i odrodzenie zakonów.
Gdy ojciec Pascala, jedyny opiekun (matka umarła gdy miał 3 lata), złamał nogę, opiekowało się nim 2 normandzkich szlachciców biegłych w nastawianiu kości. Obaj wyznawali jansenizm (nurt ascetyczny) i zapoznali młodego Pascala m.in. z pismami Janseniusza. Młody chłopak zainteresował się religią, a jego matematyczny umysł urzekła niezwykła logika tych pism. Uwierzył, po czym nawrócił ojca i siostry, ale dalej prowadził życie naukowca: przeprowadzał eksperymenty, spotykał się z innymi wielkimi naukowymi umysłami tamtych czasów.

23 listopada 1654 roku, w nocy, w wieku 31 lat Pascal doznał mistycznego oświecenia. Miał wizję, spotkanie z Bogiem. Od tego momentu postanowił porzucić życie naukowe i wstąpić do zakonu. Swoje doświadczenie opisał na małej kartce. Kartka ta przez przypadek została znaleziona przez służących dopiero po jego śmierci, była zaszyta w podszewce płaszcza.

Teskt, nazwany Memorial, analizowano wielokrotnie z punktu widzenia religijnego, historycznego, psychologicznego i psychiatrycznego. W skrócie tekst mówi o radosnym spotkaniu z Bogiem i obietnicy pozostania przy nim na zawsze. Henri Gouhier w swoim eseju Le Memorial est-il un texte mystique? zaprzecza jakoby tekst był mistyczny, ponieważ podczas prawdziwego przeżycia mistycznego rozum człowieka jest wyłączony, myśli o sobie są wyłączone, a Boga kocha się dla niego samego, bezinteresownie. Według Gouhiera w tekście pobrzmiewa obawa o własne zbawienie. W całym teście widać, że jego pamięć, rozum i wyobraźnia nie zostały wyłączone. To przeżycie, nazywane przez historyków nocą ognia, zokończyło się rezygnacją ze świata, wycofaniem Pacala z życia społecznego i skupieniem się na Bogu oraz rozpoczęcie przygody literackiej.

Prowincjałki, czyli listy Pascala, napisane były w obronie religii ascetycznej, a atakujące pseudomoralne rozważania i relatywizowanie różnych występków. Próbował odciągnąć ludzi od wszelkich rozrywek, uciekania w życie, które sprawia, że nie uświadamiają sobie przerażającej pustki, którą jego zdaniem może zapełnić jedynie chrześcijaństwo.
Dzieło Prowincjałki uznawane jest za początek nowoczesnej prozy francuskiej. Pascal używa tam jednocześnie ironii i patosu. Tłumaczy trudne kwestie ciętym, ale nie prostackim, językiem, zrozumiałym nawet dla ludzi prostych. Tekst jest humorystyczny i w lekki sposób porusza kwestie uniwersalne, poszukiwanie systemu wartości przez człowieka.

Rene Magritte zainspirowany tą historią namalował obraz Płaszcz Pascala. Widać na nim podziurawiony płaszcz rozwieszony w powietrzu, unoszący się nad miastem, przez który oglądać można rozgwieżdżone niebo. Płaszcz odegrał rolę symbolu i powiernika. Ten z obrazu Magritte’a typowo XX-wieczy z pewnością nie jest płaszczem, jaki noszono w XVII wieku. Dzięki temu, że nie jest historyczną rekonstrukcją mody, staje się opowieścią uniwersalną.

________________________

Chcesz więcej artykułów o modzie i literaturze? Zapisz się do newslettera 🙂

Opublikowano:

Kurteczka Calineczki

Ilustracja Vilhelma Pedersena

Najbardziej aktualną bajką na nasze czasy jest „Calineczka” Andersena. Historia samotnej kobiety, która marzy o dziecku. Aby zrealizować swoje pragnienie udaje się do Czarownicy. Ta daje jej ziarenko, z którego wyrasta kwiat z maleńką dziewczynką wewnątrz. Dziewczynka jest słodka, pływa w skorupce orzecha i wiosłuje dwoma końskimi włosami, ale jednocześnie jest tylko przedmiotem czyichś radości. Najpierw jest to matka, potem Ropucha, Ropuch, Kret. Ciągle ktoś pragnie ją posiadać. Nie jest jednostką stanowiącą o sobie, jest tylko maleńką Calineczką. Dopiero na końcu bajki zyskuje prawdziwe ludzkie imię – Maja.

BIOCOUTURE

Współczesność stawia przed nami wiele nowych problemów do rozwiązania: nadużywanie wody, zatruwanie środowiska, problemy etyczne związane z masowym wytwarzaniem jedzenia i odzieży. Nową drogą rozwiązującą kwestię zanieczyszczania środowiska oraz nadużywania  środków chemicznych czy barwników jest biocouture – trend w modzie ekskluzywnej. Autorką tej nazwy jest Suzanne Lee. Rozpoczęła ona współpracę z biologiem Davidem Hepworthem, który zaproponował, by zamiast uprawiać bawełnę w celu pozyskiwania włókna hodować mikroby zdolne do syntezy celulozy. Lee z użyciem drożdży, cukru i zielonej herbaty wyhodowała kawałki tkaniny. Szyła z nich prototypy ubrań. Niestety nie opracowano jeszcze sposobu na utrwalenie takiej biotkaniny, dlatego nie weszła do szerszej produkcji.

MODA, SZTUKA I BIOLOGIA

Innym ciekawym, choć kontrowersyjnym przypadkiem jest eksperyment łączący modę, sztukę i biotechnologię. Chodzi o hodowanie mini kurteczki wielkości stroju wspomnianej na początku tekstu Calineczki – kawałka skóry o ustalonym uprzednio kształcie. Eksperyment ten podjęła w 2004 roku SymbioticA przy Centrum Doskonalenia w Sztukach Biologicznych w Perth w Australii. Badacze pod przewodnictwem Ionat Zurr i Orona Cattsa wyhodowali z komórki zwierzęcej skórzaną tkankę w formie niewielkiego płaszczyka pod nazwą „Victimless Leather” (skóra uzyskana bez konieczności zabijania zwierząt). W przedsięwzięciu tym wykorzystano wymyślony przez Alexis Carell i Charlesa Lindbergha system naczyń i pomp perfuzyjnych, których wygląd nasuwa na myśl kuliste kształty z obrazu „Ogród rozkoszy ziemskich” Hieronima Boscha. Eksperyment wzbudził kontrowersje co do tego, czy odłączenie rosnącej tkanki od systemu podtrzymującego życie i umożliwiającego wzrost jest procesem biologicznie neutralnym czy mamy tu do czynienia z uśmiercaniem żywego i czującego organizmu.

A co gdyby pojawiła się możliwość ubierania się w żywy organizm?

_________________________________________

Chcesz więcej artykułów o modzie i literaturze? Zapisz się do newslettera 🙂

Opublikowano:

XIX-wieczni literaci i wełniane majtki

Bawełna organiczna, wełna, jedwab, a może bambus? Co jest najzdrowsze dla człowieka? Dlaczego wełniane matki opinające nasze ciało są zdrowsze niż jakiekolwiek inne? Jak Oscar Wilde i Bernard Shaw przyczynili się do popularyzacji wełny w XIXw.?

Historia majtek sięga raptem połowy XIX wieku, wcześniej pod ubraniem nie noszono nic. Wszystkie królowe, baronowe, hrabiny w ogromnych perukach i w wielowarstwowych sukniach, zakonnice i sprzedawczynie truskawek nie nosiły majtek. Ba! Majtki kojarzyły się z ladacznicami, ponieważ tę część garderoby nosiły jedynie pracownice domów publicznych.

Majtkom i bieliźnie uratowała reputację nauka i nowe podejście do zdrowia i higieny. W XIX wieku zaczęto kojarzyć choroby z bakteriami, a człowiek który to udowodnił Louis Pasteur za swoje odkrycie otrzymał Nobla w 1905 roku, czyli stosunkowo niedawno. Rozpoczęto promowanie higienicznego stylu życia, mycie brudnych rąk przed… operacjami i przed jedzeniem, osłanianie miejsc intymnych przed bezpośrednim kontaktem z ziemią, brudnymi powierzchniami itd. Ubierano do tego celu barchany, flanele, baje i wełny. Sławę tym ostatnim, majtkom z wełny, przyniósł profesor zoologi i fizjologii Gustav Jaeger.

Gustav Jaeger

Wszystko zaczęło się od jego książki o odzieży sprzyjającej ochronie zdrowia Apparel For Health Protection (wydana w języku niemieckim). Twierdził, że ubieranie się w tkaniny z włosia zwierzęcego bezpośrednio na skórę jest zdrowsze od ubierania bawełny czy czegokolwiek innego m.in. dlatego, że dzięki wełnie jest nam ciepło zimą i chłodno latem, naturalnie „oddychają”. Wełniane majtki były szczytem higienicznego stylu życia w przeciwieństwie do ubrań z przędzy bawełnianej czy jedwabiu.

Książka trafiła w ręce wiktoriańskiego księgowego Lewisa Tomalina, który zachwycił się teorią dr Jaegera na tyle, że postanowił książkę przetłumaczyć i wydać własnym sumptem w 1880 roku. Książka została przyjęta w Londynie niezwykle entuzjastycznie, dodatkowo w 1884 roku odbyła się Międzynarodowa Wystawa Zdrowia (International Health Exhibition) w związku z czym Tomalin otworzył sklep z odzieżą inspirowaną teoriami Jaegera. Teorie niemieckiego profesora stały się przedmiotem kultu i jednocześnie stały się modne.

Świat artystycznej bohemy zaczął nosić wełniane majtki. Oscar Wilde, autor Doriana Graya, włączył się w modową rewolucję, która miała miejsce w tamtym czasie, chwalił Jaegera w listach do przyjaciół oraz pisał artykuły w Pall Mall Gazette, czy Morning Post. O teorii Jaegera i zdrowej wełnie poczytać można też w jego książce On Dress.

Za to Bernard Shaw wzbudził sensację przechadzając się po ulicach Londynu w brązowym wełnianym garniturze na wzór Jaegera, co zostało w prasie podsumowane, że wygląda jak gnom.

George Bernard Shaw w wełnianym garniturze

Bernard Shaw trafił na teorie Jaegera dzięki swojemu przyjacielowi Andreasowi Scheu, który był pierwszym handlowcem firmy produkującej odzież wełnianą. Scheu podarował Shawowi książkę Jaegera, ponieważ ten włączył się w ruch reformy mody w tamtym czasie i szukał dodatkowej inspiracji, wiedzy. Po przeczytaniu książki, napisał do Scheu list, w którym ironicznie przeklina Jaegera i jego książkę, jako diaboliczną, posiadającą moc zniszczenia Szkocji. Pisze o tym, że zanim ją przeczytał żył spokojnie i nieświadomie, a teraz skórzane sznurówki przyprawiają go o reumatyzm, podszewka w kapeluszu powoduje zapalenie opon mózgowych,  chusteczka chroniczny katar. List kończy rozdzierający serce opis jak to zamiast smacznie spać w bawełnianej pościeli, zwija się nago na kocu i wszystko go swędzi, a bawełniana koszula nocna już czeka z przeznaczeniem na całun.

Bernard Shaw z wełnianego koca i  spod bawełnianego całunu po bezsennej nocy wstał i stał się pierwszym ambasadorem teorii Jaegera. Całą bawełnę i jedwabie zamienił na wełnę, wzbudzając w mieście niemałą sensację.

Wełna do dziś ma swoich zwolenników, można kupić bieliznę, która nie wygląda jak zrobiona na drutach.

Opublikowano:

Co Gucci robił w Hotelu Savoy?

Ciągle mnie fascynują pokrętne drogi przypadków, które decydują o tym co robimy i gdzie jesteśmy. Jakie pielęgnujemy marzenia, żeby stać się kiedyś ich częścią, czasem w momencie kiedy mamy całkiem inne priorytety i pragnienia…Dziś przedstawię dość skomplikowany i pokrętny związek założyciela ciągle gorącej, topowej marki Gucci z książką Józefa Rotha „Hotel Savoy”.

Józef Roth (1894-1939)

HOTEL SAVOY Józef Roth

Hotel Savoy z książki Józefa Rotha był takim światem, marzeniem o lepszej Europie dla wracających z frontu wschodniego I wojny światowej. Wizją Europy bogatej, czystej i ułożonej. Hotel Savoy, którego pierwowzorem był łódzki hotel o tej samej nazwie, ze swoimi 7 piętrami, złotym herbem i portierem w liberii był obietnicą czegoś lepszego. Można było wejść tam w jednej koszuli, a wyjść z 20 skórzanymi walizami.

Ten hotel był jak osobny świat, zamieszkany przez bogatych lokatorów na niższych piętrach i biedaków z poddasza. To środkowo-europejska wieża Babel, tu robiło się interesy, bawiło, umierało. Pośrednikiem między tym lepszym dolnym światem bogaczy, a górnym światem biedaków był tajemniczy windziarz Ignacy. Był jak Charon przemierzający piętra odwróconego świata, gdzie na dole jest niebo, a na górze piekło. Ignacy jest właścicielem biednych lokatorów z poddasza, którzy uzależniają się od niego finansowo, żyją na jego kredyt.

GUCCIO GUCCI

Hotel Savoy w Łodzi

I tu pojawia się Guccio Gucci, założyciel luksusowej marki Gucci. Jak był początek jego kariery, dlaczego inicjały jego nazwiska są jak złoty klucz do świata marzeń dla wielu ludzi? Wszystko zaczęło się w Hotelu Savoy, gdzie pracował jako…windziarz.

Guccio urodził się w 1881 roku, jego ojciec Gabriello był kapelusznikiem w mieście Signa słynącym ze zdolnych rzemieślników. Guccio pracował w tej samej fabryce co ojciec. W pewnym momencie jednak zaczęły się trudne czasy dla branży, kryzys. Interesy nie szły dobrze, a młody Gucci marzył o lepszym życiu. Ówczesne gazety wychwalały Londyn, jako centrum finansowo-kulturalne, gdzie zbierała się śmietanka towarzyska z Europy i Ameryki .

17-letni Guccio wyruszył za morze z zaledwie kilkoma monetami w kieszeni, szalonym optymizmem i podobno nieco ekscentryczną kamizelką. Po dotarciu do Londynu udał się do najelegantszego hotelu w mieście – Savoy. Tam dostał pracę windziarza. W holu hotelu przewijały się najznakomitsze postaci ówczesnego świata i każdy miał swój bagaż. Codziennie w wejściu gromadziły się stosy pięknych waliz,

Guccio Gucci (1881-1953)

pudeł na kapelusze, kufrów wypolerowanych na wysoki połysk. Młody Gucci obserwował, chłonął i podziwiał piękną rzemieślniczą robotę tych skórzanych wyrobów. Pracował tam około 4 lata, w międzyczasie nauczył się 3 języków.

Po przyjeździe nie od razu rzucił się w rozkręcanie swojego biznesu. Poślubił Aidę Calvelli, która była córką krawca i dopiero w 1923 roku Guccio zarejestrował we Florencji otwarcie sklepu Walizki i akcesoria podróżne. Sprzedawał rzeczy dobrej jakości w przystępnych cenach. Interes się rozkręcał, ale nie był tak sławny jak teraz. Jeszcze jego wnuk Paolo musiał po kryjomu spotykać się z córką porucznika włoskiej armii, bo był tylko sklepikarzem bez matury.

W kolejnym pokoleniu Gucci torebki i walizki z logo GG zaczęły kupować takie osobistości jak Audrey Hepburn, Grace Kelly do czego poniekąd przyczynił się Maurizio d’Ancora (Rodolfo), syn Guccio Gucciego, który część swojego życia poświęcił aktorstwu i znał środowisko filmowe. Piękne torebki  i walizki zatoczyły koło od Hotelu Savoy, gdzie młody Guccio był jedynie windziarzem podziwiającym piękne walizy do kolejnego Hotelu Savoy, gdzie musiał je nosić inny windziarz czy Ignacy.

______________________________________________________

Chcesz więcej artykułów o modzie i literaturze? Zapisz się do newslettera 🙂

 

Opublikowano:

Wywiad z Moniką Smyłą – ilustratorką Samodobro

Jeśli masz na sobie koszulę w syreny, bluzę jednorożce, czy inne wzory Samodobro, to musisz koniecznie dowiedzieć się czegoś więcej o autorce tych ilustracji.

Absolwentka krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie na wydziale malarstwa. Finalistka konkursów: Biennale Malarstwa Bielska Jesień, Biennale Rybie Oko, Artystyczna Podróż Hestii, Konkursu Fundacji Grey House. Doktorantka na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Uczestniczka wystaw indywidualnych oraz zbiorowych w Polsce i za granicą.

Najważniejsze Twoje prace graficzne, malarskie i jakie wiążą się z tym historie, dla kogo je stworzyłaś przy jakiej okazji?

Hm. Trudno jest mi wskazać, które z moich prac były i są najważniejsze. Każda z jakiegoś powodu jest dla mnie istotna i każda w momencie powstawania była tą najważniejszą. Powstawały z różnych pobudek. Ich wspólnym mianownikiem była po prostu chęć podzielenia myślami i odczuciami, które mnie w danym momencie absorbowały. Z dużym sentymentem wspominam cykl akwareli, który powstał pod koniec studiów i stał się częścią mojego dyplomu na ASP w Krakowie. Powstałe wtedy obrazy były przepełnione emocjami. Dzisiaj kiedy patrzę na niektóre z nich, to trudno jest mi uwierzyć, że sama jestem ich autorką – tak mnie poruszają. Zresztą powstawały w bardzo trudnym dla mnie czasie. Zdarzyło mi się kilka razy namalować coś specjalnie dla kogoś. Chyba najlepiej wspominam portret psa, wykonany dla jednego pana, który ma całą kolekcję obrazów przestawiających jego pupila.

Czym zajmujesz się zawodowo?

Zawodowo, oprócz pracy twórczej, jestem edukatorem. Obecnie pracuję w Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie MOCAK. Moim zadaniem jest tworzenie programów edukacyjnych, które mają otwierać i uwrażliwiać na sztukę współczesną.

Czym inspirowałaś się podczas tworzenia ilustracji dla Samodobro? Skąd czerpiesz inspiracje do ilustracji, wzorów?

Jak wspominałam wcześniej część moich prac powstała w technice akwareli. Bardzo ważne jest dla mnie samo medium, w którym wykonuję obrazy, a akwarela bardzo mi odpowiada. Tekstura farby, plama barwna, to jak się układa, rozlewa na papierze często jest dla mnie inspiracją i bodźcem do działania. Bardzo lubię tradycyjną sztukę japońską. Cenię jej prostotę, elegancję i przemyślaną formę. Japończycy są mistrzami komponowania obrazów z minimalnej ilości plam i kresek.

Twoi ulubieni autorzy książek dla dzieci?

Będąc dzieckiem uwielbiałam Bajki Ezopa i Baśnie Andersena. Bardzo przejmowałam się historiami, które nie kończyły się zbyt dobrze i to one równocześnie najbardziej mnie fascynowały. Wszystko to, co kończyło się happy endem wydawało mi się podejrzane 😉

Ulubieni ilustratorzy, graficy?

Nie mam ulubionego ilustratora książek dla dzieci, ale ostatnio duże wrażenie zrobiła na mnie książeczka Andy Mansfield Znajdź kropki. Jestem fanką książek typu pop-up books.

Ulubieni autorzy książek dorosłych?

Herta Müller, 2011

Bardzo lubię czytać reportaże. Kiedy myślę sobie o moim ulubionym autorze to od razu myślę o Mariuszu Szczygle. Lektura jego książek jest czystą przyjemnością. Pamiętam też, że bardzo duże wrażenie zrobiły na mnie książki Remarque’a, Zadie Smith czy Herty Müller. Samą postacią Müller i jej biografią byłam tak przejęta, że namalowałam jej portret, który zresztą do tej pory bardzo lubię. Wisi nad stołem, przy którym pracuję.

Ulubiona zabawka z dzieciństwa?

Miałam jedną ulubioną zabawkę. Była to lalka Ewa. Taki typowy bobas dla dziewczynek. Od najmłodszych lat byłam dzieckiem poważnym i odpowiedzialnym więc w rolę matki Ewy weszłam jak w masło. Całe dzieciństwo upłynęło mi na opiece nad nią. Drugą ulubioną zabawką było tworzenie rzeźb z błota, które tworzyło się w ogrodzie po deszczu. Uwielbiałam błoto.

Ulubiona zabawa z dzieciństwa?

Zabaw mieliśmy w dzieciństwie bardzo dużo. Mam starszego brata i młodszą siostrę, więc kompanów nigdy nie brakowało. Zresztą nasz dom był otwarty i całe wakacje spędzaliśmy na zabawach z dziećmi z sąsiedztwa. Najlepiej wspominam i pewnie nie będę tutaj oryginalna, włażenie na drzewa i budowanie szałasów. No i błoto.

Jak określiłabyś swój styl modowy? Czy interesujesz się modą? Masz jakichś ulubionych projektantów, marki?

Ubieram się raczej klasycznie i minimalistycznie. Zazwyczaj zakupy robię w second handach i tam wyszukuję ubrania dobrych marek, do których mam słabość. W mojej szafie króluje czerń, szarość, biel i buty. Na buty mogłabym też wydać każdą ilość pieniędzy.

Wolisz ubierać się w sukienki czy spodnie? Koszule czy bluzy?

Na co dzień noszę i spódniczki i spodnie. Bardzo lubię sukienki. Nie ważne co,ważne żeby miało prosty krój i było dobrze dopasowane do mojej sylwetki.

Jak wygląda Twoja codzienność, otoczenie?

Moja codzienność wygląda bardzo codziennie. Chodzę do pracy, a potem wracam do domu i zazwyczaj dalej pracuję 🙂

Czy zdradzisz plany na 2018?

Plany na 2018 rok to skończyć doktorat.

Gdzie można zobaczyć Twoje prace? 

Moje prace najlepiej oglądać na stronie www.monikasmyla.com.

 

________________________________________________________________

Chcesz więcej artykułów o modzie i literaturze? Zapisz się do newslettera 🙂

 

Opublikowano:

Z BAJEK NA UBRANIA – LIS – Co mówi fantastyczny Lis w butach?

Puszysta, ruda kita, błyszczące oczy obwiedzione czarną obwódką, jakby podkreślone kredką… Lis z pewnością robi wrażenie nie tylko w lesie. Ozdoba babć siejąca postrach wśród wnuczków, gdy między bibelotami w szafie znalazły futrzaną czapę lub co gorsza pyszczek i łapki z ostrymi pazurkami, „memento mori” pod babciną szyją. Obecnie lisa można spotkać jedynie jako motyw wzorów na ubraniach od koszul przez sukienki, bieliznę czy buty. Jeśli chodzi o literaturę, to lista bajek, w których pojawiają się lisy, jest naprawdę długa. Mogłabym zaryzykować, że jest jednym z 5 najpopularniejszych zwierzaków w bajkach. Wybrałam 3 najbardziej zaskakujące opowieści.

WHAT DOES THE FOX SAY

Oficjalny teledysk Ylvis „What does the fox say”

Książkę Sveina Nyhusa o lisie wybrałam dlatego, że jest współczesnym fenomenem. Jest to pięknie ilustrowana książeczka dla dzieci, która powstała na podstawie hitu z youtube: What does the fox say. Piosenka miała być jedynie promocją programu satyrycznego norweskich braci Ylvis, ale stała się tak popularna, że po 35 dniach miała 100 mln wyświetleń na YT, a po niecałych 2 miesiącach ponad 200 mln wyświetleń.  Svein Nyhus słynie z poruszania trudnych tematów w literaturze dziecięcej takich jak depresja czy przemoc rodzinna. W tym przypadku przyjrzał się jakie dźwięki wydają różne zwierzęta: foki, krowy czy kaczki, lecz czy znalazł odpowiedź: jak mówią lisy?

LIS W BUTACH

Na jedną z ciekawszych opowieści o lisie natknęłam się w zbiorze baśni Słowian zachodnich Śpiewająca Lipka. Historia ma wiele punktów wspólnych z kotem w butach.

Głównymi bohaterami są Janek i Aniczka, wcześnie osierocone dzieci rolników. Pewnego dnia przybywa do nich Lisek i chce się dowiedzieć jak żyją. Dzieci żalą się na biedę, a lis postanawia im pomóc. Dla swoich sierot kłamie, kradnie, oszukuje inne zwierzaki, skazując  je na pewną śmierć, jednocześnie zaskarbia u króla szacunek dla tajemniczego szlachcica Sankopa (Janka). Pozoruje zatonięcie powozu i utratę ubrań, dzięki czemu dostaje od króla ubrania godne szlachcica. Zdobywa zamek swojej macochy, wiedźmy doprowadzając ją do samobójstwa.

W Kocie w butach tytułowy bohater  też przynosi królowi upolowane przez siebie króliki i przepiórki, żeby pomóc najbiedniejszemu z 3 braci młynarza. Też pozoruje, że markiz (syn młynarza) traci strój podczas kąpieli w rzece i nie może się pokazać królowi, też dostaje strój od króla. W końcu wynajduje zamek dla swojego podopiecznego po jakimś olbrzymie, którego zwodzi podchodami w stylu: Ty nie zamienisz się w mysz? I jak olbrzym zamienia się w mysz w celu zaprezentowania potęgi swojej magii, ten go zjada, jak to kot.

Bajka o kocie w butach jest bardziej rozpowszechniona i utrwalona niż ta o lisie pewnie za sprawą porządnych butów.

FANTASTYCZNY PAN LIS

Zastanawiacie się czasem kto pisze scenariusze do hollywoodzkich produkcji? Fantastyczny Pan Lis, Charlie i fabryka czekolady, a nawet Gremliny są dziełem jednego autora – Roalda Dahla, brytyjczyka norweskiego pochodzenia. Uznany za jednego z 50 największych pisarzy powojennej literatury angielskiej. Opowieść o złodzieju Lisie, któremu czytelnik dopinguje, chociaż nie powinien, jest zabiegiem podobnym do innych starszych opowieści o przebiegłych lisach. Poza fantastyczną adaptacją Wesa Andersona w 2009 roku, książka doczekała się też adaptacji na deskach teatru i w operze.

A jaka jest Wasza ulubiona bajka o lisie?

___________________________________________________________

Chcesz więcej artykułów o modzie i literaturze? Zapisz się do newslettera 🙂

 

 

 

Opublikowano:

Wywiad z Joanną Gniady

Joanna Gniady, ilustratorka z Wrocławia. Współpracuje z magazynami, wydawnictwami, instytucjami kulturalnymi i agencjami reklamowymi na całym świecie. Do jej klientów należą m.in. Opéra National de Paris, IKEA, The Guardian, ELLE Italia, L’Officiel, Glamour.

Joanna jest autorką wzorów na materiały do najnowszej kolekcji Samodobro na podstawie bajki „Wróbel i dzika róża” Katarzyny Wasilkowskiej.

Czym inspirowałaś się podczas tworzenia ilustracji do bajki „Wróbel i dzika róża”? Skąd czerpiesz inspiracje do ilustracji?

Dużą część pracy nad wzorami inspirowanymi historią Wróbla i Dzikiej Róży wykonałam w Madrycie. Spędzałam długie godziny w moich ulubionych knajpkach, odkryłam też parę nowych, niesamowicie stymulujących miejsc. Wiele z nich wystrojem przypomina wnętrza z kultowych filmów Almodovara. Charakterystyczne, wzorzyste tapety i soczyste, kontrastowe kolory, niesamowity klimat retro. Wchłonęłam tę atmosferę po brzegi i trochę podświadomie przeniosłam ją na nasze grafiki.

Twoje najważniejsze prace graficzne i jakie wiążą się z tym historie, dla kogo je stworzyłaś przy jakiej okazji?

Kawiarnia w Madrycie

Dawno temu, kiedy moje rysunki, poza małym i nieudolnym internetowym portfolio, nie ujrzały jeszcze światła dziennego, marzyłam, by zrobić okładkę jakiejś fajnej płyty. Muzyka zawsze była dla mnie superważna, ale zwracałam też wielką uwagę na jej „opakowanie” i ogromnie zazdrościłam ludziom, którzy mogli projektować tego typu rzeczy. Wtedy poznałam Maćka Kurowickiego, wokalistę wrocławskiego zespołu Hurt, który wkrótce potem zaproponował mi opracowanie graficzne ich najnowszej płyty. Po kilku miesiącach plakaty reklamujące „Wakacje i prezenty” rozprzestrzeniły się po całym mieście, a ja poczułam, że rysowanie może przerodzić się w moją pracę i zaczęłam do tego dążyć ze wszystkich sił.  W ciągu kilku ostatnich lat zdarzyło się mnóstwo ważnego i z wieloma ilustracjami wiąże się  jakaś historia. Ale te początki wspominam ze szczególnym sentymentem.

Twoi ulubieni autorzy książek dla dzieci?

Jest ich całe mnóstwo! Ale chyba najczęściej zaglądam do książek Miroslava Šaška i Blexbolexa.

Ulubieni ilustratorzy, graficy?

Nie sposób ich wszystkich wymienić. Nieustannie zachwycam i inspiruję się pracami twórców związanych z Polską Szkołą Plakatu, szalenie lubię Dicka Brunę, Lorę Lamm, Ladislava Sutnara czy Fortunato Depero. Najwięcej jednak czasu spędzam przeglądając albumy z malarstwem i staram się, w miarę możliwości, oglądać „na żywo” dzieła moich ulubionych artystów.

 

Ulubieni autorzy książek dorosłych?

Czytuję mnóstwo Francuzów z przełomu XIX i XX wieku, choć ostatnio zdradzam ich mocno ze współczesnymi biografiami i reportażami. Teraz na stole mam „Ten łokieć źle się zgina” Sebastiana Frąckiewicza, „Księżyc z Peweksu” Aleksandry Boćkowskiej i „Lem. Życie nie z tej ziemi” Wojciecha Orlińskiego.

Ulubiona zabawka z dzieciństwa?

Kredki.

Ulubiona zabawa z dzieciństwa?
Rysowanie kredą na chodniku. Zresztą do tej pory często się w nią bawię.

Jak określiłabyś swój styl modowy? Czy interesujesz się modą? Masz jakichś ulubionych projektantów, marki?

Interesuję się modą i mam kilku ulubionych projektantów, których poczynania bacznie obserwuję. Podobają mi się kolekcje szalone i totalnie „nieuliczne” ‐ są niebywale inspirujące. Szczególnie lubię Comme des Garçons, zarówno w wersji mocno ekstrawaganckiej, do podziwiania, jak i tej spokojniejszej, do noszenia. Jakiś czas temu odkryłam francuską firmę Carne Bollente, produkującą dość niecenzuralne, ale za to wielce efektowne koszulki. Cieszę się też, że nasza polska Vasina wreszcie otworzyła sklep ze swoimi ubraniami. Jest mi bardzo bliskie jej geometryczne myślenie i chciałabym wykupić wszystko. Zaczęłam od t‐shirtu z wielką białą kropką. Sama z reguły mam na sobie coś czarno‐białego, w paski albo kropki. I srebrne buty. Mam wielką słabość do srebrnych butów.

Wolisz ubierać się w sukienki czy spodnie? Koszule czy bluzy?

Chyba częściej chodzę w sukienkach, ale spodnie też lubię. I zdecydowanie koszule, najchętniej białe.

Czytasz blogi, oglądasz vlogi? Masz ulubione? Czy masz ulubione miejsca w sieci?

Blogów nie czytam, vlogów nie oglądam. Niestety, nie mam na to czasu, a jeśli jest już odrobina, wybieram książkę. Codziennie przez dłuższą lub krótszą chwilę wskakuję natomiast w cyberprzestrzeń Instagramu i Pinteresta.

Jak wygląda Twoja codzienność, otoczenie?
Każdy dzień jest troszkę inny, a wszystko zależy od tego, ile mam pracy i jak szybko jestem w stanie ją zrobić. Gdy wszystko jest na luzie, co coraz rzadziej się zdarza, wstaję około 8 i lecę na siłownię. Potem idę do pracowni, z reguły na piechotę, co zajmuje mi około pół godziny. Tam spędzam cały dzień. Wieczorem chwila oddechu w miłym towarzystwie gdzieś w mieście i wszystko od nowa. Ale bywa, i to niestety bardzo często, że pracuję po 12 godzin dziennie i na nic innego nie ma już czasu.

Czy zdradzisz plany na 2018?

To będzie szczególnie intensywny rok, przeprowadzkowy ‐ zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Ale jest i plan dalekiej podróży, i paru innych szaleństw, których nie
zdradzę, by nie zapeszyć.

Czy poza grafiką, ilustracją zajmujesz się czymś innym zawodowo?

Nie. Z ulgą mogę przyznać, że rysowanie to moja jedyna praca 🙂

Zdjęcie: Natalia i Ernest Dec

 

 

 

 

 

 

 

___________________________________________________________

Chcesz więcej artykułów o modzie i literaturze? Zapisz się do newslettera 🙂

Opublikowano:

Wywiad z Katarzyną Wasilkowską

Katarzyna Wasilkowska, związana z Wydawnictwem Literatura, jest autorką książek dla dzieci:

Zdjęcie: Wydawnictwo Literatura

„Baltazar wraca do domu”

„Królestwo jakich wiele”

„Mleczak”

„Jowanka i gang spod Gilotyny”

„Czarownice są wśród nas – antologia z cyklu Pisarze polscy dzieciom”

 

Jest laureatką nagrody „Guliwera w krainie Olbrzymów” za rok 2016, przyznawanej przez kwartalnik Guliwer za znaczące zaistnienie na rynku literatury dziecięcej. Członkini Stowarzyszenia Polskiej Sekcji IBBY. W 2018 roku jej opowiadanie „Wróbel i Dzika Róża” będzie tłem do najnowszej kolekcji damskiej i dziecięcej dla Samodobro. Jeśli chcecie bliżej poznać autorkę, dowiedzieć się dlaczego powinna wytatuować sobie na klacie Rower Wigry Dwa, jakie ma modowe i literackie preferencje, zapraszam do lektury.

Twoi ulubieni autorzy książek dla dzieci? Ilustratorzy?
Jeny, jeny, zaczynają się trudne pytania… Spróbuję na jednym wdechu, kto się nie zmieści to trudno: Andersen, bracia Grimm, Leśmian w baśniach, Astrid Lindgren, Tove Jansson, Roald Dahl, Bahdaj, Preussler. Celowo nie wymieniam tych żyjących, bo to niewykonalne, jest naprawdę rzesza doskonale piszących autorów i autorek, i nie tylko ze Szwecji, ha ha. I odkrycie ostatnich tygodni: otrzymane w prezencie od córki baśnie George’a MacDonalda (jeszcze nie doszłam, czy był tak genialny, czy pomogła mu w tym tłumaczka, Emilia Kiereś).
Podobnie z ilustratorami, ale tu będę sprytniejsza. Powiem tak – gdybym mogła do własnych tekstów wybrać sobie dwa nazwiska, z puli nieograniczonej czasem i dystansem, poprosiłabym Maurice’a Sendaka i Bohdana Butenkę. Czy to jakiś próbnik?
Mam wrażenie, że w świecie ilustracji dzieje się znacznie więcej niż w świecie pisania, o dobry tekst jest znacznie trudniej niż o świetną ilustrację, czasem to bardzo wyraźnie widać w pięknie wydanych tytułach, którym tekst właściwie obniża lot. Oczywiście bywa i odwrotnie, ale znacznie rzadziej.
Polscy ilustratorzy są bardzo twórczy i wyrażają się indywidualnymi, oryginalnymi językami. A komiks? Kwitnie!

Ulubiona zabawka z dzieciństwa?

Pluszowy miś, którego tata przysłał mi z Anglii, kiedy miałam dwa lata. Nazywa się Anglik, mam go do dziś, choć w szczątkowej formie. Jest projekcją całego mojego życia od początku pamięci.
I jeszcze rower Wigry Dwa. Powinnam go sobie wytatuować na klacie jako symbol wewnętrznej wolności.

Ulubiona zabawa z dzieciństwa i ulubiona zabawa z dziećmi teraz?

Wszystkie najlepsze wczesne zabawy kręciły się wokół mojej wiekuistej przyjaciółki Alicji i podwórka w sercu Gdańska. Tego podwórka już właściwie nie ma, zostało wykastrowane z zabawek i zieleni, a niedawno zakratowane z każdej możliwej strony (można sobie obejrzeć to dziwo, między Piwną, Kozią, Świętego Ducha i Szewską). Ale we wczesnych latach siedemdziesiątych było archipelagiem wszystkiego, co nam akurat wpadło do głowy. Byłyśmy księżniczkami na gepardach jak Jowanka, albo razem ze wszystkimi dzieciakami (od pięcio- po piętnastolatków) bawiliśmy się w dom – przekraczało to możliwości narracyjne jakiegokolwiek dzisiejszego polskiego serialu. Żarłyśmy witaminę C garściami, właziliśmy po podziemnych schronów, a przy okazji uroczystego wystawiania zwłok w pobliskiej Bazylice Mariackiej – biegaliśmy ‘oglądać trupa’, zwykle leżącego na katafalku pod Sądem Ostatecznym Memlinga. Sąd działał i bez trupa. Cóż, emocje były na wyciągnięcie ręki.

Zdjęcie: Archiwum rodzinne

Jak spędzasz z dziećmi czas? Podróżujecie, czy raczej zajęcia w domu?

Podróżujemy zdecydowanie za mało. Dużo czytamy wspólnie, albo po prostu rozmawiamy. Uwielbiam, i nie jest to egzaltacja – naprawdę, z całego serca uwielbiam rozmawiać z dziećmi. Nie tylko własnymi. Kocham tę trzeźwą i jednocześnie nieskrępowaną perspektywę, którą później człowiek gubi przez zwykłe życiowe doświadczenie. Przywraca mi to pion, przypomina o hierarchii rzeczy ważnych, ale także otwiera oczy na nowe. Nieustająca nauka.

Czy kiedy piszesz bardziej myślisz o czytelniku dziecku czy rodzicu? W Twoich opowiadaniach puszczasz oko dorosłemu;)

Zawsze piszę do dziecka, ale czasem do tego dziecka, które siedzi w dorosłym. Jesteśmy wszystkimi swoimi przeżytymi latami naraz, sumą wspomnień i doświadczeń, a dziwnie łatwo odcinamy się od tego okresu, chcąc tylko pamiętać, że był „beztroski”. Naprawdę taki był? Świadomość swojego dzieciństwa pomaga lepiej zrozumieć własne dziecko, to proste. Wiem, że trafiam, kiedy słyszę od dorosłej osoby: pani to napisała o mnie!

Czym inspirowałaś się podczas tworzenia bajki Wróbel i dzika róża? Skąd czerpiesz inspiracje do swoich bajek?
Poprosiłaś mnie o bajkę do noszenia i od razu zaczęłam myśleć obrazami. Tym sposobem szybko znalazłam się w moim ulubionym otoczeniu: morze, pusta plaża, trawy, mewy w odpowiedniej odległości i wreszcie bezkresne pola dzikich róż, które trzymają wydmy w ryzach. Wróbel, który jest chyba moim ulubionym ptakiem, już tam czekał.
Nie jestem autorką, która stwarza nowe światy, tego nie potrafię, niestety. Jestem wzorowym odbiorcą, rejestruję otoczenie i potem muszę coś z tym zrobić, więc piszę. Zaleci truizmem, ale moją największą inspiracją jest po prostu człowiek, jego relacja ze światem. Przyznasz, że to bardzo pojemne.

Jowanka, Księżniczka Tuberoza z Królestwa, jakich wiele, Mama w Mleczaku to kobiety, dziewczyny bardzo wyraziste, silne i mądre. Skąd czerpiesz wzorce osobowe do swoich opowieści? Czy takie kobiety Cię otaczają?

O, z pewnością moje bohaterki to wypadkowa cech różnych ważnych dla mnie kobiet. Sama chciałabym taka być.

Macie 5 dzieci. Jesteś Matką Polką? Co to dla Ciebie znaczy?

To jak z tymi kobietami, o które pytałaś. Chcę postrzegać archetyp Matki Polki pozytywnie i ku takiemu się zwracać. Chcę myśleć o sobie dobrze i szanować swoje dzieci, szanować mojego męża, chcę być na nich otwarta i uważnie ich słuchać. Chcę, żeby moi bliscy wierzyli w siebie. Wiem, że jeśli z mojego domu wychodzą silni, wolni, samodzielni, odpowiedzialni ludzie, to innym też będzie z nimi dobrze. To oczywiście ważne wszędzie i zawsze, na całym świecie, gdzie w tym ta Polka? Z polskimi kobietami łączy mnie doświadczenie, tradycja i historia, nie tylko wielka, szumiąca huzarskim skrzydłem. Przede wszystkim lokalna, rodzinna, różne łańcuchy przyczynowo skutkowe. Trzeba mieć ich świadomość, choćby po to, żeby przerywać te złe. Nie jest to łatwe zadanie – myślisz, że jesteś starą mądrą Słowianką (szeptuchą najlepiej) a wyłazi z ciebie mama Koza z Baltazara. Na szczęście ciągle jeszcze mamy jakieś nowe dni.

Zdjęcie: Piotr Vasco Wasilkowski

Jak określiłabyś swój styl modowy? Czy interesujesz się modą? Masz jakichś ulubionych projektantów, marki?

Lubię nosić rzeczy dopasowane, nawet jeśli to oversize, to niech ma wąskie rękawy, no wiesz, żeby choć trochę podkreślić swoją matkopolskość, haha. Nie gonię trendów, lubię mieć rzeczy długo, więc staram się kupować dobrą jakość. Moje ukochane czerwone zamszowe buty mają dwadzieścia lat. No i co bym nie robiła, zawsze jakoś skręcam w postpunk. Ulubiona projektantka (u której się nie ubieram), to Vivienne Westwood.

Wolisz ubierać się w sukienki czy spodnie? Koszule czy bluzy?

Kocham sukienki, najbardziej proste, kopertowe, ale przeważnie chodzę w spodniach. Raczej koszule.

Czytasz blogi/ oglądasz vlogi? Masz ulubione?

Podczytuję, oglądam mało, choć sieć kipi interesującą treścią. Nie mam po prostu na to czasu. Przede wszystkim śledzę blogi poświęcone literaturze czwartej, także jako rodzic. Trzy najważniejsze to nieparyż.blogspot.com, cudanakiju.pl, malaczcionka.pl. Śledzę ryms.pl i Guliwera, naukowe czasopismo papierowe poświęcone książce dla dzieci. Regularnie zaglądam do Kurzojadów i Dzikiej Bandy. Śledzę też blog Ani, która od dwudziestu lat dla dwóch Wojtków – jednego z autyzmem, drugiego z zespołem Downa, jest mamą z wyboru, dladwochtakichcoukradliserce.pl

Jak wygląda Twoja codzienność, otoczenie?

Od prawie ośmiu lat jesteśmy daleko od miasta. Stare dzieci odeszły już z domu, mieszkamy więc tylko we czwórkę, z dwójką najmłodszych. Po odprawieniu ich do szkoły i przedszkola pijemy kawę w sztabie. Poza wieczornym czytaniem z dziećmi, jest to najprzyjemniejsza część dnia. Radio gra, kawa pachnie, a my zwalniamy na czas normalnej rozmowy. Bardzo się z mężem przyjaźnimy, bez tego nic by nie działało. Nie wiem, czy mogłabym pozwolić sobie na pisanie. Rok szkolny jest dla mnie czasem bardzo pracowitym, uczę angielskiego mieszkańców naszej wsi, w tej chwili od trzylatków do maturzystów. W międzyczasie odbywają się spotkania z czytelnikami. W tym okresie trudno znaleźć przestrzeń na stworzenie czegoś więcej niż krótka forma. Prawdziwe pisanie zaczyna się z końcem czerwca. Wstaję o 4:00-5:00 i pracuję do południa. Potem już jestem dla domu i dzieci.

Ulubieni autorzy książek dorosłych?
Mam tu podobny kłopot, zwłaszcza, że faworyci zmieniali się na przestrzeni życia. Absolutnie najważniejsi dla mnie dziś to: Tove Jansson, której twórczość ‘dorosła’ przeżywa prawdziwy renesans, to wspaniałe, że ona cały czas może tyle ludziom ofiarować. Dalej Christensen (Półbrat!), Nienacki w Raz w roku w Skiroławkach – wracam i wracam, Neil Gaiman, Marquez, Poe, Veteranyi, Leśmian, malarskie opowieści Shauna Tana i Stephen King, który regularnie przywraca mi wiarę w człowieka. Często czytam wyrywki z Ewangelii i Psalmy w przekładzie Miłosza.

Czy planujesz powieść dla dorosłych?

Czasem o tym myślę. Mam nawet konkretne pomysły, ale nie wiem czy to się wydarzy.

Dlaczego piszesz?

Łatwiej mi pisać, niż myśleć czy mówić. Taki feler. Na szczęście okazało się, że ktoś ma ochotę to czytać.

Zdjęcie: Piotr Vasco Wasilkowski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

_____________________________________________________________________

Chcesz więcej artykułów o modzie i literaturze? Zapisz się do newslettera 🙂