„W głębi MUD”

– Kaaaaj! Gdzie jesteś? Haaalo! – Wołała 5-letnia Lenka.

Kaja nigdzie nie było.

Był to czas, że na całym świecie ludzie w domach mieli teleporty, które służyły do szybkiej komunikacji. Kraków – Warszawa, Poznań – Gdańsk, Końskie – Londyn… Pstryk i już jesteś na miejscu! Całkiem zrezygnowano z samolotów i autobusów. Samochody też zostały odsunięte na dalszy plan, używane były jedynie przez tradycjonalistów, nieufających nowoczesnym rozwiązaniom. Teleport przenosił swoich użytkowników pod konkretny adres, więc ulice całkowicie się wyludniły, bo każdy przemieszczał się bezpośrednio z mieszkania do mieszkania. A wszystko za pomocą telefonu, dzięki prostej aplikacji.

Lenka ze swoim nastoletnim bratem Kajem mieszkała w jednym z domów szeregowych na skraju miasteczka. Jak większość mieszkańców rzadko wychodzili z domu. Ich babcia powiedziała im kiedyś, że gdy była mała, przewidywano, iż przyszłość będzie wypełniona rakietami kosmicznymi, poduszkowcami, a ludzi będzie tak wiele, że mrowić się będą na drogach, chodnikach, w powietrzu, na wielopoziomowych ulicach. Tymczasem przyszłość nadeszła, a te przepowiednie wcale się nie sprawdziły. Ulice się wyludniły. Każdy siedział w swoich czterech ścianach, korzystając od czasu do czasu z zupełnie niewidocznych przejażdżek teleportem.

Kaj, jak większość nastolatków, spędzał czas głównie przed komputerem, grając w gry. Czasami wspólnie oglądali domowe książki i albumy. Z racji różnicy wieku i upodobań czasem trochę się sprzeczali, ale dąsy nigdy nie trwały długo i zawsze następowała zgoda. Kochali się, jak to rodzeństwo.

Tego dnia Kaj podniósł swój teleport, który mieścił się w małym telefonie, pstryknął, ale zamiast polecieć tam, gdzie zamierzał, wylądował na plaży. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego, że przypadkiem trafił do MUD, miejsca, które było dziurą w komunikacyjnym systemie teleportów. Przed sobą widział morze, zaś za jego plecami rosły kolorowe tropikalne kwiaty i drzewa. Z wody, tuż przed Kajem, wychyliła się piękna Syrena i gestem ręki zaprosiła do siebie. Kaj, nie wiedząc do końca, jak zareagować na tę zachętę, podszedł nieśmiało do Syrenki. Ta bez słowa wręczyła mu coś, co okazało się kompletnym strojem do nurkowania oraz specjalną bluzą ze skrzelami, dzięki której mógł oddychać pod wodą.

Już po chwili zwiedzali razem głębiny, podziwiali rafę koralową. Małe srebrzyste rybki muskały chłopca po policzkach, a długie glony łaskotały go po stopach. Syrena to podpływała do jakiegoś kamienia czy muszli i coś podnosiła, to do Kaja, aby wręczyć mu znalezisko. Chłopiec miał ręce pełne pereł i bajecznie kolorowych głębinowych kamieni. Nie wiedział już, gdzie je kłaść, a wyglądało to tak, jak gdyby Syrena chciała zebrać wszystkie perły z tej głębiny. Wszystko wydawało się niesamowicie piękne i interesujące. Kaj, aby dokładniej przyjrzeć się temu, co ma w dłoniach i Syrenie, usiadł na oceanicznej gąbce jak na miękkim materacu. Całkiem zapomniał gdzie miał iść i po co. Patrzył jak Syrena zbiera perły i kamienie, pływając wokół niego. Im dłużej patrzył, tym bardziej stawał się senny, jakby zaraz miał zasnąć, ale nie usypiał. Czuł, że nie ma na nic siły, był jak zahipnotyzowany, popadł w letarg.

Tymczasem zdenerwowana Lenka dzwoniła do kolegów Kaja. Nigdzie go nie było. Na stole leżał mały telefon brata, dziewczynka wcisnęła ostatnią destynację i wylądowała na tej samej plaży co jej brat.

– Co on tu robi? – Zapytała siebie głośno.

Rozejrzała się dookoła, zaczęła nawoływać brata po imieniu, ale nie otrzymała znikąd żadnej odpowiedzi. Lenka skierowała się w stronę lądu, wody nie lubiła, bo nie potrafiła pływać i wystrzegała się jej. Minęła wielkie białe kwiaty i palmy, zawędrowała na zupełnie normalnie wyglądającą łąkę. Trochę jej ta łączka przypominała Wyspę Wielkanocną, którą widziała w jednym z atlasów oglądanych z bratem.

Po godzinie marszu przebiegł jej drogę jednorożec. JEDNOROŻEC! Stanęła jak wryta. Nie wiedziała, że to MUD, nie wiedziała czym to miejsce różni się od innych.

– Co jest? – Zapytała ponownie samą siebie.

Potem za jednorożcem przebiegły następne, całe stado galopowało jak dzikie konie. Wszystkie białe z długimi grzywami. Całkiem jak w kreskówkach. Taki stwór mógłby istnieć. Mamy konie, mamy nosorożce, mamy narwale, więc jednorożec wcale nie wygląda jakoś niemożliwie. Trudno zrozumieć, dlaczego ludzie upatrują w nim niesamowity wybryk fantazji.

Usiadła na kamieniu i bezgłośnie obserwowała fantastyczne stado. Miała wrażenie, że ogląda film przyrodniczy, tyle że ze świata bajkowego. Zapatrzyła się i już prawie wpadła w letarg, dokładnie jak jej brat, kiedy nagle coś uszczypnęło ją w ucho. Odruchowo złapała się za szczypiące miejsce, ale zamiast ucha chwyciła coś zupełnie innego.

– Ałaa! – Usłyszała koło ucha piskliwy głos. Rozejrzała się dookoła i na ziemi tuż koło swojej nogi dostrzegła maleńką dziewczynkę ze skrzydłami motyla, ćmy czy też innego owada. Nie była pewna.

– Przepraszam, nie zauważyłam cię!

– Uważaj dziewczynko, bo jak się zapatrzysz, to już się stąd nie ruszysz. Przecież to MUD.

– Dlaczego się nie ruszę? Jaki MUD?

– Nie wstaniesz, bo cię zahipnotyzuje MUD, ten bajeczny świat. Stąd się nie chce wychodzić. To miejsce wydaje się całkiem niewinne: piękne widoki, zieleniutka trawa, błękitne morze, cisza i spokój. To, czym różni się od normalnego miejsca, to fantastyczne stworzenia: jednorożce, pegazy, centaury, wróżki, syreny. Zwyczajna bajka. Problem pojawia się wtedy, gdy ten kto trafi do MUD, zaczyna zabawę i zapomina, dokąd tak naprawdę jechał. Nie ma chęci ruszać się stąd, bo tu wszystko wydaje się dużo bardziej interesujące. Po pewnym czasie traci siły i staje się jak warzywo zanurzone w słoiku.

– Wiesz, bez urazy, ale ty nie wyglądasz całkiem normalnie…Dziewczynka motyl? Wróżka? Nie zahipnotyzujesz mnie?

– Ze mną to całkiem inna historia. Kiedyś motyle i wróżki takie jak ja panowały na wyspie, ale potem wszystko przejęła Zła Królowa i dołączyła MUD do komunikacji teleportowej.

– Zła Królowa? – Zapytała Lenka przygnieciona nadmiarem informacji o tej dziwnej krainie.

– Tak. Zła Królowa była właścicielką większości linii lotniczych w świecie ludzi. Odkąd każdy zaczął korzystać z teleportów, samoloty przestały latać, co przynosiło jej ogromne straty. Teleportem podróżuje się w końcu dużo szybciej. Po jakimś czasie Zła Królowa wpadła na pomysł – wdarła się do centrum zarządzania teleportami i dodała ukryty cel podróży – MUD. Zahipnotyzowała najpierw wszystkie stworzenia, tylko my motyle i wróżki zdążyłyśmy się ukryć. Umieściła swoje oczy w oczach syren, jednorożców, cyklopów i hipnotyzuje każdego, kto tu wyląduje. Chce tu ściągnąć jak najwięcej osób i zahipnotyzować, z zemsty i złości.

– To może mój brat gdzieś tu usiadł i został zahipnotyzowany? Nie widziałaś może chłopca?

– Nie widziałam. Ale wyspa MUD nie jest zbyt duża, w ciągu dnia można obejść ją w całości. Akurat muszę polecieć na północ wyspy, gdzie na pomoc wezwała mnie siostra. Pójdziesz ze mną?

– Pewnie, może po drodze, albo właśnie tam znajdę mojego brata. Jestem Lenka – wyciągnęła rękę dziewczynka

– A ja jestem Ida.

I powędrowały razem, Lenka i dziewczynka ze skrzydłami motyla. Po długim marszu wśród szumiących traw wkroczyły do lasu. Na początku był całkiem rzadki, tworzyły go pojedyncze liściaste drzewa, ale im dłużej szły, tym robiło się ciemniej. Pod stopami twarda, ziemia stawała się coraz bardziej miękka od wilgotnego mchu. Kolana łaskotały wysokie paprocie i krzewy o nietypowych kształtach i kolorach, jakich Lenka dotąd nigdy jeszcze nie widziała. Możliwe, że nie były do końca realne. Jak chociażby kwiaty wyrastające prosto z pni drzew, które zamiast słupka i pręcików miały w swoim wnętrzu oczy wodzące wzrokiem za wędrowczyniami.

– Musimy zrobić bukiet z tych kwiatków. Będą nam potrzebne na Północy. Czy możesz mi pomóc je zerwać? Tylko uważaj, żeby nie patrzeć w oczy znajdujące się w środkach kwiatów.

Kiedy Lenka zrywała kwiaty, oczy otoczone płatkami, mrugały, a potem płatki całkiem się nad nim zamykały. Dziewczynka dla bezpieczeństwa opuściła gotowy bukiet pąkami w dół.

Kiedy dotarły do ogromnego, starego pnia, Ida poleciła Lenie się zatrzymać. Kilka metrów przed nimi siedział ogromny Cyklop, olbrzym z jednym zamkniętym okiem na środku czoła. Spał i chrapał.

– Widzisz go? On więzi moją siostrę i przyjaciół – wytłumaczyła Ida.

Lenka popatrzyła na towarzyszkę i gdy zobaczyła jej smutny wzrok, zrozumiała, że to nie żarty.

– Musimy podejść do niego i poczekać, aż się obudzi. Bukiet trzeba trzymać tuż przy jego twarzy. Gdy tylko otworzy oko i spojrzy w kwiaty, stracił zmysły. – powiedziała Ida.

– Przecież pąki są zwinięte… – wyszeptała Lenka.

Ida ucałowała kwiaty w łodygi, w miejsce gdzie były urwane, dzięki czemu pąki zaczęły się rozwijać. Zbliżyły się z bukietem do wielkiego Cyklopa. Bukiet podetknęły mu pod nos, a same zamknęły oczy. Olbrzym drgnął, prychnął, otworzył oko i stało się dokładnie tak jak przewidziała Ida. Wstał chwiejnie i odszedł jak natchniony, gwiżdżąc oraz potykając się o pnie i kamienie. Ze skrytki w pniu ogromnego drzewa, przy którym wcześniej przysiadły Lena i Ida, wyfrunęło pełno motyli, między innymi siostra Idy. W ciemnym lesie nagle zrobiło się niesamowicie kolorowo.

– Dziękuję za pomoc w uratowaniu mojej siostry! – Wykrzyknęła Ida.

– Nie ma za co. Muszę iść dalej, szukać brata, mam nadzieję, że Cyklop, jak oprzytomnieje, nie znajdzie go pierwszy… – powiedziała Lena

– Dziękuję Ci za uratowanie mnie i pozostałych motyli. Mogę Ci pomóc w szukaniu brata – po raz pierwszy zabrała głos siostra Idy – roześlę moje motyle i one go znajdą, jeśli tylko jest na wyspie.

Motyle rozleciały się we wszystkich kierunkach i po niedługim czasie wróciły. Owady obsiadły Lenkę, która wyglądała teraz jak kolorowy posąg, po czym zaczęły zawzięcie machać skrzydłami i unosić dziewczynkę.  Leciała coraz wyżej i wyżej, aż znalazła się całkiem wysoko, tak, że widziała całą wyspę, jak na talerzu. Motyle uniosły ją na południe, tam skąd Lenka wyruszyła, w stronę plaży i morza. Nagle motyle puściły dziewczynkę, a ta wpadła prosto do wody. Przerażona próbowała krzyknąć, że nie umie pływać, ale zanim cokolwiek powiedziała, już była pod wodą i obserwowała kolorowe rybki. Całkiem zapomniała, że boi się wody i nie potrafi oddychać jak ryby, a jednak wcale nie czuła się źle. Spojrzała dookoła siebie i zobaczyła brata na długiej morskiej gąbce, patrzącego bezmyślnie na kolorowe perły. Podpłynęła do niego, ale nie zauważył jej. Pacnęła go w ucho, tak jak wcześniej ją pacnęła Ida. Nic. Coś w środku kazało jej uścisnąć brata. Zrobiła to z całych sił. Kaj po chwili poderwał się, uśmiechnął i wypłynęli razem na powierzchnię, trzymając się za ręce.

Już na brzegu plaży, po przepłynięciu kilku metrów, Kaj zorientował się, że jego siostra straciła przytomność i nie oddycha. Nie miała przecież pod wodą specjalnego stroju do nurkowania… Chłopiec przestraszył się, spróbował ją ocucić. Przytulał ją, cucił, a ona nadal miała zamknięte oczy. I kiedy już schował twarz w dłoniach i zaczął płakać, usłyszał jak Lenka kaszle. Dziewczynka odkrztuszając wodę, wypluła małego motyla. Otworzyła oczy, spojrzała na Kaja i uśmiechnęła się. Była szczęśliwa, że odnalazła brata.

Teleport ciągle leżał na piaszczystej plaży, przy jego pomocy wrócili do domu. Usiedli na podłodze i zaczęli szukać w dużym atlasie, jakie miejsce przypominało MUD. Dominikana? Rodos? Bali? Madagaskar? Żadne ze zdjęć w atlasie do końca nie oddawało tego miejsca. Lenka opowiedziała Kajowi o przygodzie z motylami i Cyklopem, a Kaj siedząc ciągle jeszcze w specjalnym stroju do głębinowego pływania, cieszył się, że znowu jest w domu, razem z małą siostrą.