Opublikowano

Kapelusz dziwaków, artystów i gangsterów

Kapelusz, który nigdy nie był w głównym nurcie mody, zarezerwowany dla dziwaków, artystów, muzyków, odszczepieńców czy gangsterów. Kapelusz o nazwie będącej kwintesencją angielskiego humoru i słowotwórstwa – pork pie (dosł. wieprzowy placek), będzie głównym bohaterem tego tekstu.

Walter White, nauczyciel chemii w liceum, główny bohater serialu “Breaking Bad”, zmuszony był szukać dodatkowych źródeł utrzymania z racji swojej choroby nowotworowej. Nie chciał zasmucać rodziny swoim problemem, więc rozpoczął drugie życie. Produkował metaamfetaminę wraz se swoim byłym uczniem, drobnym opryszkiem. Wejście w mroczny świat początkowo było bardzo miękkie, z każdym kolejnym kłamstwem i złą decyzją bohaterowie wchodzili coraz głębiej do świata, z którego nie było ucieczki. Alter ego Waltera White’a w jego mrocznym świecie był Heisenberg. Walter przeistacza się w Heisenberga wkładając charakterystyczny spłaszczony kapelusz typu “pork pie” i czarne okulary. Jest to dziwny artefakt w mafijnym świecie.

Kapelusz wybrany przez aktora z przyziemnego powodu, żeby nie spalić łysej głowy w piekącym, pustynnym słońcu, mógł być wyborem nieprzypadkowym. W filmie “Francuski łącznik” z 1971 roku Popeye Doyle (Gene Hackman) detektyw ścigający producenta czystej heroiny, nosił identyczny kapelusz. W jednym z długich dialogów między Walterem a Jessem pada tytuł filmu “Francuski łącznik”, więc z pewnością twórcy filmu dokonali świadomego wyboru ubierając nudnego nauczyciela z liceum w nico groteskowy, spłaszczony kapelusz, który czyni z niego “lorda ciemności i zła”.

Buster Keaton

Sam kapelusz pork-pie w wersji męskiej zawdzięcza swoją sławę twórcy niemych komedii slapstickowych z lat ’20 Busterowi Keatonowi, który sam przerabiał modne wówczas fedory w charakterystyczne dla niego kapelusze typu “pork-pie”. Kapelusz ten swoją nazwę zawdzięcza tajemniczemu światu kuchni angielskiej i lokalnemu przysmakowi “pork-pie”, czegoś między naszą galaretą, zimnymi nóżkami, a babką ziemniaczaną.

Lester Young


W latach ’40 do sławy kapelusza “pork pie” przyczyniła się moda jazzmanów, styl zoot: charakterystyczne za duże garnitury, buty “na słoninie” czyli dużej koturnie, kapelusz “pork pie”, długie łańcuszki zwisające przy spodniach. Styl zoot był kojarzony z Afroamerykanami, Latynosami, zawłaszczyli go sobie później również członkowie amerykańskiej mafii lat ’40, co w kontekście Waltera White’a vel Heisenberga ma swoje dodatkowe uzasadnienie.
Jazzmanem, który stał się ikoną kapelusza”pork pie” był Lester Young. Gdy umarł, przyjaciel Charles Mingus napisał na jego cześć utwór “Goodbye Pork Pie Hat”, a Joni Mitchell napisała słowa:


When Charlie speaks of Lester
You know someone great has gone
The sweetest swinging music man
Had a Porkie Pig hat on
A bright star
In a dark age
When the bandstands had a thousand ways
Of refusing a black man admission
Black musician
In those days they put him in an
Underdog position
Cellars and chittlins’
When Lester took him a wife
Arm and arm went black and white
And some saw red
And drove them from their hotel bed
Love is never easy
It’s short of the hope we have for happiness
Bright and sweet
Love is never easy street!
Now we are black and white

Embracing out in the lunatic New York night
It’s very unlikely we’ll be driven out of town
Or be hung in a tree
That’s unlikely!
Tonight these crowds
Are happy and loud
Children are up dancing in the streets
In the sticky middle of the night
Summer serenade
Of taxi horns and fun arcades
Where right or wrong
Under neon
Every feeling goes on!
For you and me
The sidewalk is a history book
And a circus
Dangerous clowns

Balancing dreadful and wonderful perceptions
They have been handed
Day by day
Generations on down
We came up from the subway
On the music midnight makes
To Charlie’s bass and Lester’s saxophone
In taxi horns and brakes
Now Charlie’s down in Mexico
With the healers
So the sidewalk leads us with music
To two little dancers
Dancing outside a black bar
There’s a sign up on the awning
It says “Pork Pie Hat Bar”
And there’s black babies dancing
Tonight!

Opublikowano

Zalety rodzinnego czytania

Spróbujcie przypomnieć sobie najfajniejsze chwile z dzieciństwa spędzone z rodzicami lub innymi bliskimi osobami. Gdzie wtedy byliście? Co robiliście? Czy opiekun był obok Was czy widzieliście go z daleka np. przekopującego domowy ogródek? Ja jako najwspanialsze wspominam najprostsze wspólne chwile. Rodzinne oglądanie filmu z jednej wersalki, na której ledwo się mieściliśmy. Słuchanie bajki opowiadanej przez babcię, gdy tuliła mnie do snu. Pląsy z trzymaną mocno za ręce drugą babcią w tanecznym uniesieniu. Większość rodziców dba o to, by ich dzieci miały mnóstwo fajnych zabawek. By ciekawie spędzały ferie i wakacje. By rozwijały się w wielu interesujących kierunkach. Również moi rodzice o to dbali. Ale ja i tak jako najfajniejsze wspominam chwile niewymagające żadnych drogich zabawek, dalekich podróży, czy specjalnych atrakcji. Najlepsze było zwykłe przytulanie, rozmowy, proste zabawy (typu berek czy łaskotanie) i oczywiście wspólne czytanie.

Wspólne czytanie książek na pewno pomaga budować bliską relację dorosłego z dzieckiem. W końcu jest to przecież czas spędzony razem, w którym poświęcamy uwagę dokładnie tej samej czynności. Czytanie, szczególnie takie, które jest codziennym rytuałem, może pomóc rodzicom zbliżyć się do dziecka. Uwzględnienie w codziennym grafiku (dla większości rodziców mocno przepełnionym) wspólnego czasu na czytanie jest dla dziecka prostym sygnałem, że rodzic zawsze znajdzie chwilkę, by poświęcić czas tylko jemu.

W związku z tym dziecko nie potrzebuje całego repertuaru niepożądanych zachowań by zwrócić na siebie uwagę rodzica i zaskarbić jego czas – wie, że np. każdego wieczora rodzic będzie miał pół godzinki tylko dla niego. Dla obu stron będzie to jednocześnie możliwość odpoczynku po całodziennym wysiłku, zrelaksowania się i wyciszenia przed snem.

Podczas wspólnego czytania mamy szansę dopytać o uczucia, przemyślenia, wnioski ze wspólnej lektury, a więc lepiej się poznajemy. Czytanie, szczególnie takie, które jest codziennym rytuałem, może pomóc rodzicom zbliżyć się do dziecka. Dzieje się tak dzięki temu, że rytuały zapewniają każdemu z nas poczucie bezpieczeństwa, a łatwiej jest się otworzyć wtedy, gdy czujemy się bezpiecznie. We wzajemnym poznaniu może również pomóc charakter wybranej lektury. Mogą to być książki o typowych dziecięcych przygodach. Pytając naszego małego czytelnika o jego sposób postrzegania opisanej sytuacji, badając jak on by się w niej zachował możemy wiele dowiedzieć się o jego charakterze, temperamencie, przeżywanych emocjach, tendencji do określonych zachowań czy postaw. Możemy w ten sposób poznać obszary potencjalnie niebezpieczne, nad którymi trzeba z dzieckiem popracować (np. omówić sposób zachowania się w trudnej sytuacji, przedstawić ryzyko związane z podejmowaniem rozmowy z nieznajomym, podjąć temat niechcianego rodzeństwa itp.). Pomocne będą tu książki o losach małego bohatera, z którym dziecko może się identyfikować, np. seria książek o Basi napisana przez Zofię Stanecką a ilustrowana przez Mariannę Oklejak (np. „Basia i nowy braciszek”) albo opowieści o Tupciu Chrupciu autorstwa Elizy Piotrowskiej (np. „Nie dam sobie dokuczać”). Wybór takiej książki będzie zależny od wieku dziecka.
Ale ciekawą wspólną lekturą mogą być równieć książki o emocjach. Ich treść może przynieść wiele dobrego zarówno dzieciom, jak i dorosłym, którzy nota bene byli wychowani w trochę innych czasach niż dzisiejsze i często do dzisiaj mają utrwalone przekonanie, że z uczuciami trzeba się kryć (ilu z Was słyszało „Nie płacz. Nic się przecież nie stało” ? ). Wspólne czytanie takich książek pomoże poradzić sobie z emocjami zebranymi w ciągu całego dnia, otworzyć na rozmowę o uczuciach, odkryć ich rolę w życiu i poznać sposoby radzenia sobie z nieprzyjemnymi emocjami. Wartą polecenia serią wydawniczą będą tu książki Wojciecha Kołyszko i Jovanki Tomaszewskiej (np. „Garść radości, szczypta złości. Mnóstwo zabawnych ćwiczeń z uczuciami”). Ciekawą pozycją książkową jest również „Wielka księga uczuć” autorstwa Grzegorza Kasdepke.

Rodzinne czytanie można również zogniskować wokół lektur, które będą ciekawe zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica czy innego dorosłego czytającego. Będą to książki w prosty sposób przekazujące wiedzę przyrodniczą, historyczną, geograficzną, medyczną itd. Po pierwsze zdejmą z rodzica ciężar osoby wszechwiedzącej (tak zwykle rodziców postrzegają małe dzieci, co wiąże się z zadawaniem setek pytań i oczekiwaniem natychmiastowej odpowiedzi). Po drugie pokażą dziecku książki jako źródło wiedzy, z którego warto korzystać na co dzień. Po trzecie pomogą mu odkryć obszary jego zainteresowań. Wreszcie po czwarte stworzą przestrzeń dla wspólnego uczenia się, które tak samo mocno zaangażuje małego i dużego czytelnika w odkrywanie tajemnic ludzkiego ciała, przyrody, czy historii. W tym miejscu warto polecić m.in. książkę Olgi Woźniak „Brud”, serię wydawniczą „Ciekawe dlaczego” oraz wszelkie książki z opisami eksperymentów, które od czytania poprowadzą nas do zabawy w naukowców.


Pisząc o walorach wspólnego czytania nie można zapomnieć o książkach, które powstały jakby z myślą o większym gronie czytelników, np. całej rodzinie, która jednocześnie może oglądać wielkoformatową książkę i poznawać ciekawostki z różnych dziedzin wiedzy okraszone pięknymi ilustracjami. Warte polecenia są na pewno liczne książki autorstwa Aleksandry i Daniela Mizielińskich (np. „Mapy”, „Pod ziemią, pod wodą”) oraz „Pszczoły” Wojciecha Grajkowskiego ilustrowane przez Piotra Sochę.

Ostatnim walorem wspólnego czytania, który chcę tutaj wymienić, jest po prostu rozrywka, chęć poprawienia humoru sobie i dzieciom np. w deszczowe dni albo podczas rodzinnego chorowania. Tak jak istnieją filmy służące rozśmieszaniu czyli komedie, tak są też książki pełniące tę samą funkcję, niektóre tylko dzięki zabawnej tematyce, inne również przez dodatki, np. w postaci gry planszowej. Znakomitym przykładem będzie tu napisana przez Natalię Usenko „Książkogra. Kopnięte królestwo” ilustrowana przez Ewę Poklewską – Koziełło. Przy okazji naprawdę dobrej zabawy książka ta mimochodem wprowadza dzieci w tajniki matematyki.

Oczywiście walorów wspólnego czytania dorosłych i dzieci jest dużo więcej i tylko określone ramy ilości tekstu w artykule nie pozwalają mnożyć ich w nieskończoność. Warto przy tym jedynie wspomnieć jeszcze, że tak naprawdę nie do końca liczy się to, co czytamy. Ważne, że po prostu czytamy razem, jesteśmy blisko, a przy tym czytaniu jeszcze rozmawiamy. Czasem dziecko jest do tego czytania niechętne, wtedy należy dać mu pewną swobodę w wyborze tekstów (w granicach zdrowego rozsądku), co ostatecznie zachęci je do tej czynności. A w jakiś sposób nakłonić je do czytania powinniśmy, gdyż, jak wszyscy wiemy, w etapie szkolnym będzie to niezbędny sposób uczenia się.

Opublikowano

Czy baśnie mogą leczyć?

Lekarstwo ukryte w baśni
Baśnie towarzyszą ludziom na pewno już od dawna, jeśli w ogóle nie od zawsze. Kiedy jeszcze nie były spisane, przekazywano je z pokolenia na pokolenie i opowiadano nie tylko dla ubarwienia długich zimowych wieczorów, ale przede wszystkim w celu kształtowania światopoglądu, przekazywania ludowej mądrości i norm moralnych, krzewienia prawidłowych wzorców zachowań. Ponadto baśnie oswajały ludzi z nieznanym, pomagały pokonywać lęki i radzić sobie z codziennymi wyzwaniami. Taką rolę baśnie czy bajki mogą pełnić (i często pełnią) również dziś, zwłaszcza wobec dzieci. Na szczególną uwagę zasługują tu bajki terapeutyczne, wykorzystywane w pracy terapeutycznej z dziećmi przez psychologów na całym świecie, ale możliwe też do zastosowania przez wszystkich rodziców w domu, bez odwoływania się do specjalistycznej wiedzy psychologicznej.

Bajki terapeutyczne służą wspieraniu dziecka w radzeniu sobie z różnymi problemami, które spotyka ono na drodze swojego rozwoju. Trudności doświadczane przez dziecko, takie jak pierwsze dni w przedszkolu, pojawienie się nowego rodzeństwa czy konieczność spania w swoim pokoju bez rodzica często wydają się błahe z perspektywy dorosłych. Nawet gdy rodzice starają się traktować lęki czy smutek dziecka bardzo poważnie, to często ich wielogodzinne tłumaczenia, próby odwrócenia uwagi, emocjonalne wsparcie przynoszą marne efekty. Okazuje się, że często dzieje się inaczej, kiedy sposób na poradzenie sobie z problemem, przynosi nie mama czy tata, ale bohater bajki, który zmaga się z podobnymi trudnościami. Treść opowiadania pozwala dziecku oswoić się z przedmiotem lęku lub smutku bez konieczności analizowania własnej sytuacji. Rówieśnik będący bohaterem opowieści pokazuje dziecku, że nie tylko ono zmaga się ze swoim problemem, dzięki czemu mały odbiorca bajki zdobywa poczucie, że ktoś wreszcie go rozumie, co z kolei sprawia, że chętniej uwalnia swoje uczucia. Otrzymuje przy okazji szereg wskazówek dotyczących tego, jak poradzić sobie w trudnych chwilach. Może przyłączyć się do bohatera i razem z nim wypróbowywać różne sposoby pokonania trudności.

Bajki terapeutyczne specjalnie są tak konstruowane, by skłonić dziecko do konfrontacji z problemem czy nieprzyjemnymi uczuciami i wskazać mu konkretne sposoby zmniejszenia lęku, smutku czy złości. Niektóre z nich w dyskretny sposób odwołują się do znanych technik psychoterapeutycznych, które mogą przynieść dziecku ulgę (np. wizualizacja czy odwrażliwianie). Jednocześnie nie wymagają od rodzica specjalistycznej wiedzy ani długich przygotowań. Konieczną bazą dla ich stosowania jest jedynie dobra znajomość dziecka, zaangażowanie rodzica i chęć poświęcenia mu czasu na wyłączność. Pomocne będzie też wnikliwe przeczytanie przez rodzica wskazówek do stosowania bajek terapeutycznych, często zamieszczonych we wstępie do zbiorów tego rodzaju baśni.

Na marginesie, wiele książek czytanych przez nas, obecnie już dorosłych czytelników, w dzieciństwie, miało walor terapeutyczny, nie będąc stricte bajkami terapeutycznymi. Na pewno, jeśli tylko dobrze się zastanowimy, w większości popularnych książek dla dzieci, wydawanych wielokrotnie na przestrzeni kilkudziesięciu lat, znajdziemy przydatne wskazówki dotyczące pokonywania codziennych dziecięcych problemów i sposoby na rozładowanie trudnych uczuć. Może w tym właśnie tkwi siła tych książek, która przekłada się na popyt na kolejne wydania? Swoją drogą, ciekawe jakie książki z Waszego dzieciństwa przychodzą Wam teraz do głowy…

Opublikowano

Czytanie jako trening wyobraźni

Czym jest wyobraźnia? Przyjmijmy, że zdolnością do tworzenia wyobrażeń, szczególnie bogatą, gdy potrafimy stworzyć wyobrażenie czegoś, czego jeszcze nigdy dotąd nie widzieliśmy. Co daje nam najlepszą okazję do wyobrażania sobie rzeczy dotychczas nieznanych? Jako oczywista odpowiedź nasuwa się literatura. Na podstawie słów łączących się w opowiadania i opisy musimy wyobrazić sobie ciąg wydarzeń, postacie bohaterów, krajobrazy, scenerię, itd. Tej konieczności nie ma przy oglądaniu filmów – tu nasz umysł dostaje na tacy praktycznie wszystko – dźwięk i obraz pozwala w pełni pokazać bohaterów i ich otoczenie. Natomiast książki pozostawiają naszej wyobraźni zupełną swobodę. Zresztą, ile razy byliście rozczarowani czytając najpierw książkę, a później oglądając film, kwitując go stwierdzeniem „Nie tak to sobie wyobrażałem”? Oczywiście nie chodzi tu o obniżenie wartości filmów, która jest niezaprzeczalna, jednak chyba książki są zdecydowanie lepszym pokarmem dla wyobraźni. Szczególnie dla dzieci, które w swoim życiu widziały znacznie mniej od osób dorosłych (jeśli nie oglądają w sposób nieograniczony telewizji) i mają jeszcze szansę na zbudowanie własnych wyobrażeń dotyczących świata, które powoli będą weryfikować.


Większość dzieci ze spontanicznym treningiem wyobraźni na bazie czytanej lektury znakomicie poradzi sobie sama bez większego udziału rodzica – wystarczy, że mama lub tata delikatnie ukierunkuje dziecko na określony temat możliwy do wykorzystania w zabawie. Dziecko w wieku przedszkolnym zupełnie naturalnie bawi się w udawanie (jest to zabawa w coś np. sklep czy zoo lub kogoś np. piratów czy rycerzy w psychologii nazywana tematyczną lub symboliczną). Prawie każdy przedszkolak w ułamku sekundy potrafi się przeistoczyć w kogoś innego, znaleźć w wyobrażonej przez siebie scenerii, trzymać w rękach przedmioty kojarzone z danym bohaterem. Nie potrzebuje przy tym specjalnych rekwizytów, przebrania czy odpowiedniej scenografii. Dzięki bujnej wyobraźni brat może być groźnym rekinem, fotel – łodzią, a dywan ogromnym oceanem. Charakterystyczne dla dzieci w wieku przedszkolnym jest to, że dzięki myśleniu magicznemu potrafią obok świata realnego stworzyć drugą wyobrażoną rzeczywistość, w której wszystko będzie możliwe. Przy czym warto pamiętać, że pierwsze takie zabawy zazwyczaj bazują na realiach, jakie dziecko zna, a więc tych, które my dorośli mu pokażemy (jeśli dziecko często ogląda bajki z motywem walki może potem w zabawie odtwarzać znane agresywne wzorce wobec rodzeństwa czy kolegów, a nawet rodziców, którzy w zabawie przecież nie są już rodzicami a kimś zupełnie innym). Czytając dziecku podsuwamy mu mnóstwo pomysłów na taką kreatywną tematyczną zabawę, która nota bene jest bardzo ważna z punktu widzenia rozwoju społecznego (m.in. poprzez bawienie się dziecko poznaje różne role społeczne i ma możliwość poznania zadań z nimi związanych).

Oczywiście wspólne czytanie można również wykorzystać do zamierzonego ćwiczenia wyobraźni. Wystarczy na przykład zapytać dziecko o jego wersję zakończenia lektury zanim dokończymy ją czytać. Albo zachęcić do stworzenia przedstawienia na podstawie przeczytanej historii, zaprojektowania stroju bohatera z dostępnych w domu rzeczy, narysowania sceny z książki. Jadąc samochodem z rodziną możemy tworzyć wspólną kontynuację znanej bajki poprzez wymyślanie przez każdą osobę jednego zdania baśni, które będzie się wiązało z poprzednim. Pomysłów może być mnóstwo (tu rodzic może się wykazać wyobraźnią i kreatywnością). Ich charakter i stopień trudności będzie zależny jedynie od wieku dziecka i sytuacji w jakiej akurat się znajdujemy.

Na koniec warto zastanowić się dlaczego tak właściwie warto rozwijać u dzieci wyobraźnię? Po pierwsze umiejętność korzystania z niej wpłynie na ograniczenie codziennej dziecięcej nudy (Który rodzic nie ma dość stwierdzenia „Mamo/tato, nudzę się.”?). Po drugie rozwinie u dziecka tak pożądaną w dzisiejszych czasach kreatywność. Po trzecie pozwoli odtwarzać w dowolnej zabawie postacie literackie, powtarzać ich przygody, wczuwać się w emocje bohaterów, a więc znowu, tym razem również dzięki wyobraźni, rozwijać się w sferze emocjonalnej, społecznej i językowej.

Opublikowano

Dlaczego warto czytać dziecku?

Czy są wśród Was osoby, dla których pierwszą literaturą w życiu była seria wydawnicza „Poczytaj mi mamo?” Na dnie mojej szafy nadal zalega pokaźna kolekcja tych małych i cienkich książeczek z powtarzalną końcową stroną w kolorowe obrazki, poobgryzanymi rogami, dyskretnie wpisanymi inicjałami właściciela i zabazgranymi (na szczęście tylko niektórymi) stronicami. Co ciekawe, są to jedyne pamiątki z mojego dzieciństwa, zabawek jakoś nikt nie zostawił, co mam nadzieję świadczy trochę o panującym w mojej rodzinie przekonaniu o wyższości książek nad zabawkami. Co wyróżnia czytanie spośród innych form spędzania wolnego czasu z dzieckiem? Wierzę w to, że jest to jedna z tych aktywności, która w szczególny sposób wpływa na nasz rozwój już od wczesnego dzieciństwa, najpierw poprzez słuchanie tego, co czytają nam inni, później poprzez czytanie dla samego siebie i w końcu poprzez czytanie dzieciom.

Na temat pozytywnego wpływu czytania (zarówno takiego, gdy to my czytamy dziecku, jak i takiego, gdy czyta ono już samo) na rozwój dziecka można by napisać znacznie więcej niż jeden artykuł na blogu. Najogólniej można powiedzieć, że jest to wpływ wszechstronny, nie dotyczy jednej sfery rozwoju, a praktycznie jego całości. Może trudno mówić o tym, jak czytanie wpływa na rozwój ruchowy dziecka, choć na upartego pewnie byśmy coś znaleźli (choćby przewracanie stron książeczek z twardymi stronami w wieku niemowlęcym i poniemowlęcym ćwiczy motorykę małą). Natomiast korzystnych efektów aktywności czytelniczej w sferze społecznej, emocjonalnej, a przede wszystkim poznawczej rozwoju dziecka jest całe mnóstwo. Poniżej przyjrzymy się części z nich, natomiast z pewnych względów wybranym tematom poświęcę więcej miejsca w kolejnych artykułach.

Bardzo istotną umiejętnością (ważną szczególnie z punktu widzenia nauki szkolnej) ćwiczoną przy okazji czytania (zarówno tego samodzielnego, jak i słuchania tekstu czytanego przez dorosłego) jest dowolne skupianie uwagi. Jest to zdolność, która obecnie sprawia dzieciom ogromny problem, prawdopodobnie na skutek długotrwałego obcowania z urządzeniami ekranowymi, które przykuwają uwagę dziecka mimowolnie i nie trenują w nim umiejętności zamierzonej koncentracji.

Kolejną korzyścią płynącą z czytania jest rozwój umiejętności językowych. Bez wątpienia książki nie tylko u dzieci, ale również u dorosłych zwiększają zasób słownictwa, kształtują umiejętność poprawnego wypowiadania się, przekazują prawidłowe wzorce opowiadania i opisu.

Czytanie książek wspomaga również rozwój emocjonalny dzieci. Szczególnie gdy czytaniu towarzyszy wspólne omawianie lektury z dorosłym, jest to szansa na trening empatii (dzięki możliwości poznania perspektywy bohaterów), zwiększenie rozumienia uczuć i poznanie ich wpływu na zachowanie ludzi. Warto w tym miejscu wspomnieć o książkach dla dzieci stworzonych specjalnie dla wspierania rozwoju emocjonalnego. Przybliżają one dzieciom tematykę związaną z emocjami, pokazują sposoby radzenia sobie z nimi, kształtują samokontrolę emocjonalną.

Czytanie książek pomaga także dzieciom nabywać prawidłowe wzorce zachowań społecznych. Tu również, wraz z rodzicem lub innym bliskim dorosłym, dziecko może omawiać dobre i złe zachowania bohaterów, poznawać skuteczne i nieefektywne sposoby rozwiązywania konfliktów, przyswajać sposoby nawiązywania przyjaźni i budowania bliskich relacji.

Oddzielnym tematem pozostają trzy dla mnie najważniejsze korzyści płynące z wczesnego zaznajomienia dziecka z literaturą i wspólnego czytania: spontaniczny trening wyobraźni, wsparcie w radzeniu sobie z codziennymi trudnościami oraz kształtowanie bliskich rodzinnych relacji. Są to kwestie tak istotne, że nie sposób ich sprowadzić do krótkiego akapitu. Zasługują na odrębne artykuły, które w niedalekiej przyszłości na pewno się pojawią.

Autorka: Anna Dziduch – Ukończyła magisterskie studia psychologiczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Od 11 lat pracuje jako psycholog w różnych instytucjach, zajmując się głównie pomocą dzieciom, ale również dorosłym.
Oprócz pasji związanej z wykonywanym zawodem interesuje się muzyką, literaturą i kinem.
Pozostałe wolne chwile poświęca na scrabble oraz osładzanie sobie i innym życia przy pomocy tortów, deserów i ciasteczek.

Opublikowano

Czy Królowa Śniegu jest baśnią chrześcijańską? Co ma Faust do Kaja?

Pamiętam z dzieciństwa zbiór baśni Andersena z małą dziewczyną umoszczoną wygodnie na porożu renifera na okładce. Zawsze zachwycały mnie ilustracje, ryciny z tej książki. Taka z wielkim realistycznym pająkiem i głową diabła śni mi się jeszcze czasem dziś. Ostatnio podczas domowych porządków wpadło mi w ręce właśnie to wydanie Andersena. Przeczytałam kilka szlagierów literatury z tego zbioru i okazało się, że są to zupełnie inne opowieści niż to, co pozostało mi w pamięci. Szczególnie zaskoczyła mnie Królowa śniegu. Napisana w 1844 roku doczekała się wielu tłumaczeń i interpretacji. Najczęściej jest już mocno rozmydlona, ocenzurowana, ugładzona. Okazało się, że to bardzo chrześcijańska opowieść, a dlaczego? Podam kilka przykładów.

Baśń rozpoczyna rozdział o czarnym lustrze Diabła (trolla czy czarodzieja). Miało ono taką właściwość, że zniekształcało rzeczywistość. Ten, kto się w nim przejrzał widział tylko brzydotę, to co złe. Diabeł wpadł na pomysł, że przedrzeźnianie ludzi to za mało i ze swoimi uczniami postanowił wznieść lustro do nieba, żeby przedrzeźniać anioły, a może i samego Boga. Tak ich ten żart rozbawił, że trzęśli się ze śmiechu i wypuścili zwierciadło z rąk. Potrzaskało się na małe kawałeczki, pył wielkości ziarenek piasku i rozsypało się po świecie jak płatki śniegu.

Ilustracja Vilhelma Pedersena

Jeżeli taki proszek wpadł komu do oka, to człowiek ten wszystko już widział zmienione i nie mógł dostrzec koło siebie nic dobrego, nic pięknego! Za to najgorsze rzeczy widział jasno i wyraźnie, więc wszystko złem było dla niego. Gorzej jeszcze, jeżeli okruszyna lustra wpadła komu do serca. Nieszczęśliwy tracił uczucie: serce jego stawało się kawałkiem lodu, nikogo kochać nie mógł, wszyscy byli dla niego obcy, obojętni.

W następnym rozdziale poznajemy głównych bohaterów Gerdę i Kaja, dzieciaki z sąsiedztwa, które kochały się jak rodzeństwo. Bawiły się razem, śpiewały wspólnie piosenkę o narodzinach dzieciątka Jezus, która jest hymnem religijnym Hansa Adolfa Brorsona z 1732.

W trakcie wspólnej zabawy Kajowi wpadły do oka i serca opiłki zaczarowanego lustra. Od tej pory wszystko widział zupełnie inaczej, stał się sceptyczny, a nawet cyniczny. Zniszczył ich wspólne kwiaty, śmiał się z Gerdy. Stał się analityczny i skupiony na świecie logiki, ignorując emocje i uczucia.

Razu jednego w zimie, gdy śnieg padał, przyniósł Kaj na podwórze szkło powiększające i przez nie patrzył na gwiazdki śniegowe, które pokrywały mu ubranie.

— Spojrzyj, Gerdo — rzekł — jakie ogromne! Niby kwiaty, niby gwiazdy, a jakie sztuczne! To ciekawsze przecież od kwiatów prawdziwych! Tak równo, doskonale ułożone.

Kaj ze swoim zmrożonym sercem i analitycznym podejściem ma zadatki, żeby wpisać się w całą tradycję Fausta, naukowca, który sprzedał duszę diabłu, by odkryć tajemnicę świata.

Dr Faustus Jean-Paul Laurens

Kaj poszedł pojeździć na sankach w mieście, tam zobaczył wielkie sanie z Królową Śniegu. Przywiązał swoje saneczki do wielkich sań Królowej Śniegu. Początkowo szybka jazda bardzo mu się podobała, ale kiedy tylko chciał odwiązać saneczki, żeby nie oddalić się zbytnio od miasta okazało się, że są przymarznięte do wielkich sań. Próbował się modlić, ale na myśl przychodziła mu jedynie tabliczka mnożenia.

Kaj chciał się przeżegnać, zmówić pacierz, lecz w żaden sposób przypomnieć sobie nie mógł słów „Ojcze nasz” i przychodziła mu na myśl tylko tabliczka mnożenia.

Królowa śniegu posadziła Kaja na kolanach i pocałowała go w czoło, tak, że chłopiec nie czuł już strachu. Emocje zastąpiła rozmowa, o tym, czego nauczył się Kaj z dziedziny geografii, matematyki:

Teraz nie bał się wcale pięknej pani, nie wydawała mu się straszna. Opowiadał jej, co umie, o jakich się uczył krajach i miastach, jak wybornie liczy na pamięć — a ona uśmiechała się do niego.

Ilustracja Eleny Ringo

Gerda wyruszyła w długą, pełną niebezpieczeństw, przygód podróż, żeby uratować ukochanego Kaja. Poznała wiele stworzeń, które wzruszone opowieścią dziewczynki pomogły jej dotrzeć do celu, do zamku Królowej Śniegu.

Ilustracja Vilhelma Pedersena

W zamku było cicho i biało, a zamrożony Kaj bawił się równymi, białymi klockami, słowami, układał z nich różne rzeczy, które wydawały mu się bardzo piękne. Nie potrafił ułożyć tylko słowa kocham, a Królowa obiecała, że jak ułoży to słowo zyska władzę, wolność i nowe łyżwy. Kiedy Gerda wpadła do zamku spostrzegła Kaja, przytuliła, ale on był niewzruszony. Wtedy dziewczynka zalała się gorącymi łzami i zaczęła śpiewać hymn religijny o narodzinach dzieciątka Jezus, który był ich wspólną piosenką. Łzy Gerdy stopiły kawałek złego lustra w sercu Kaja, a potem sam zaczął płakać i opiłek w oku się roztopił. Wzruszone dzieci cieszyły się, a klocki Kaja ułożyły się w słowo, którego nie mógł wcześniej ułożyć: Kocham (w innych tłumaczeniach: wieczność).

Historia Kaja, który w swoich rozumowych poszukiwaniach zapomina o argumentach serca jest śpiewką starą jak świat. Od Fausta, alchemika, który zaprzedał duszę diabłu na potrzeby naukowych poszukiwań, przez utrwaloną w popkulturze postać szalonego naukowa, który chce przejąć władzę na światem i go zniszczyć. Chrześcijaństwo, jako głos serca, aby zwrócić się ku słabszym i ich pokochać, jest daleki od rozsądku, logiki, prostej analizy, ale ta tajemnica nie przestaje fascynować już od tylu lat.

Opublikowano

Otwarcie stacjonarnego butiku

Otworzyliśmy w naszym mieście butik, w którym można dopasować sukienkę do figury w cenie. Można tu znaleźć książki, grafiki, pomysły na prezenty oraz wziąć udział w cyklicznych warsztatach i spotkaniach z pisarzami, tłumaczami, twórcami.

Gdzie? ul. Piłsudskiego 47, Końskie
Bieżące informacje w grupie: tu

Opublikowano

Jak bez wysiłku schudnąć w nocy?

Dzwonek do drzwi. Jeden, drugi, trzeci…Przecież jeszcze jest noc! Do Holly Golightly dociera, że ktoś dobija się do drzwi. Podnosi na czoło nocną maskę, wsuwa długą, białą koszulę i bezwiednie uchyla drzwi, za którymi czeka mężczyzna. Kultowa scena w historii kina. Młoda kobieta, która w przeciągu 5 minut wstaje z łóżka, głaszcze kota, prowadzi konwersację i nagle jest w pełni gotowa do wyjścia z pytaniem spod ogromnego ronda kapelusza: “How do I look?”. Scena ta pochodzi z filmu “Śniadanie u Tiffany’ego” na podstawie powieści Trumana Capote’a.
Nastoletnia dziewczyna wyrusza z rodzinnej wioski do Nowego Jorku. Nie szuka pracy, nie potrzebuje jej, obraca się w towarzystwie bogatych mężczyzn, którzy obdarowują ją luksusowymi prezentami: brylantami od Tiffany’ego, strojami Givenchy. Audrey Hepburn, odtwórczyni głównej roli, stworzyła postać, której styl pragnie naśladować każda fashionistka kiedyś i dziś.


Do historii mody z filmu “Śniadanie u Tiffany’ego” przeszła m.in.: mała czarna, trencz, półgolf i haftowana opaska na oczy do spania. Po co Holly śpi w masce? Odpowiedź to: ciemność i to, co urodzie robi ta ciemność.
Nad miastami widoczna jest z daleka świetlna łuna w nocy, poza tym diody urządzeń w mieszkaniu, do których już się przyzwyczailiśmy, a które też skutecznie zaburzają sen.Maska, opaska sprawia, że jesteśmy pogrążenie w całkowitej ciemności, dzięki czemu wytwarza się w naszym organizmie melatonina, która zapewnia odpowiednią ilość endorfin we krwi, czyli świetny nastrój i lepszą przemianę materii. Z kolei jego niedobór powoduje stany depresyjne, zmęczenie, spowolnienie metabolizmu, tycie. Może to oznaczać 2 rzeczy: chudniemy w nocy i rano poprawia nam się nastrój.


Opaska na oczy przydaje się też podróżnikom. Przez zmiany stref czasowych pojawia się tzw. jet lag (Zespół nagłej zmiany strefy czasowej), zaburzenia procesów fizjologicznych, zmęczenie, problem z koncentracją. Aby w środku dnia, w dowolnym momencie zgasić światło najlepiej użyć maski na oczy.
Trzecia sytuacja na pograniczu snu, to życie partnerskie, małżeńskie, te głośne hasła o przyciąganiu się podobieństw. Jedno z najgorszych dopasowań czyli nocny marek w postaci żeńskiej i ranny ptaszek w wersji męskiej. On wstaje rano, może nawet jest inżynierem, ona lubi poczytać przed snem. Są na tyle młodą parą, że śpią w jednym pomieszczeniu, w jednej sypialni. Jak ma się wyspać człowiek przy zapalonej lampce prosto w oczy? Może założyć nocna maskę, żeby nie doprowadzić do antycznego dramatu i rano stanąć heroicznie twarzą w twarz z nowym dniem.

Być może Holly Golightly przyzwyczajona do totalnej ciemności poza miastem do pełnego relaksu w mieście potrzebowała opaski? A może wiedziała, że jest to świetny sposób, żeby utrzymać formę?